Polska
|
917
|
Stany Zjednoczone
|
46
|
Niemcy
|
40
|
Serbia
|
2
|
Francja
|
1
|
Indonezja
|
1
|
Rosja
Oto bonus. Czyli kontynuacja tego pierwszego. I dedyk dla Oli. Dziękuje za wszystko.
Rozdział 2
Siedziałam na fotelu, obserwując
nieprzytomnego Rena, leżącego na kanapie. Jakim cudem go tu przytargałam? Bóg
raczy wiedzieć. Kurka. Waży prawie półtora raza tyle co ja. Chociaż jakby nie
patrzeć, jestem wyjątkowo lekka. 50 kilo w wieku 16 lat. To nie jest normalne.
Z tych jakże filozoficznych wynurzeń na temat
własnej osoby wyrwał mnie głośny jęk. Spojrzałam tam i odkryłam że ten pacan w
końcu się obudził.
- Co się
stało?- spytał, trudem skupiając na mnie wzrok.
-
Przyłożyłam ci. Trzeba przyznać że twardą masz tą łepetynę.- odparłam.- Jakim
cudem wyszedłeś z lustra?
- Pojęcia
nie mam. Może, gdy je zbiłaś, złamałaś pieczęć.- mruknął, drapiąc się po
głowie.
- Za dziwne
to dla mnie poskarżyłam się, jednocześnie szukając w kieszeniach dzwoniącej
komórki.- Halo?
- Hej, Ame!-
rozległo się w słuchawce.- Tu Jane. Masz chwile?
- Pewnie.
Stało się coś?- spytałam.
- To nie
jest sprawa na telefon.- w głosie mojej kumpeli pobrzmiewał słabo skrywany
smutek.- Możemy spotkać się w „ Victory” za 15 minut?- zaproponowała.
- Jasne. Do
zobaczenia.- pożegnałam się i odłożyłam telefon na blat.- Wstawaj.- rzuciłam do
Rena.- Zaraz wychodzimy.
- A mogę
zostać?- zapytał z nadzieją.
-Mowy nie
ma. Idziesz ze mną.- zaśmiałam się, idąc do swojego pokoju. Wygrzebałam z szafy
długie jeansy i luźną siwą koszulkę. Ubrałam się i wróciłam do salonu.- Taa…
Trzeba skombinować ci jakieś normalne ciuchy.- powiedziałam do chłopaka i
pobiegłam do sypialni taty.
Wpatrywałam się w równo wiszące
garnitury. Dzięki Bogu jestem na tyle niska, by bez kłopotu wejść do szafy. W
końcu, gdzieś na dnie, znalazłam czarne jeansy i granatową bluzkę na długi
rękaw. Dziękowałam niebiosom, że tata zachował ciuchy z czasów, kiedy byłam
malutka. Zeszłam do Rena i rzuciłam w niego ciuchami.
- Idź to
przymierz.- rozkazałam. Nie zadowolony chwycił ubrania i zniknął w łazience.
Swoje kroki skierowałam na przedpokój. Znalazłam stare śniegowce taty i jego
kurtkę zimową.
- To też mam
założyć?- rozległo się za mną. Wystraszona podskoczyłam do góry. Obejrzałam się
i zmarszczyłam brwi.
- Nie strasz
mnie więcej.- warknęłam i podałam mu rzeczy oparłam się o kredens i zaczęłam
ubierać buty. Co mnie podkusiło, żeby kupić kozaki na obcasach?! Złamię nogę,
ot co. Włożyłam jeszcze kurtkę i odgarnęłam brązowe loki z twarzy.
Po około 15 minutach dotarliśmy na
miejsce.
- Hej, Am!-
przywitał mnie barman.- Kim jest twój kolega?
- Hejka,
Luck!- uniosłam rękę.- To Ren, mój przyjaciel z dzieciństwa.- skłamałam.
Odkąd zaczęłam uczyć się magii dość
często łgałam i, o dziwo, wychodziło mi to perfekcyjnie. Jedyną osobą, która
wyczuwała, że nie mówię prawdy była moja matka, ale co poradzić. Zna mnie
lepiej niż ktokolwiek inny
- Jane już
przyszła?- spytałam, zdejmując kurtkę.
- Nie wiem.
Mam dzisiaj urwanie głowy.- powiedział.
Rozejrzałam się po kawiarni i
westchnęłam. Jak w każdą sobotę pary i rodziny, chcące spędzić razem czas,
okupowali większość stolików. Wolne zostały co najwyżej dwa, w kącie przy
kominku i przy oknie.
Znów stwierdziłam, że Luck ma
świetny gust. Sam urządzał kawiarnie i wyszła mu wręcz fenomenalnie. Dwie
ściany pokrywała drewniana boazeria i delikatne, zielone pnącza. Na każdym
stoliku stała świeczka o pysznym zapachu czekolady. Lada zastawiona była
ciastami i ciasteczkami. Na półkach stały filiżanki, wysokie szklanki i
talerzyki. Pozostałą ścianę z wejściem z jednej strony zajmowało okno. Po drugiej widniała namalowana postać kobiety,
trzymającej w wyciągniętych dłoniach wieniec laurowy. Była to stosunkowo nowa
ozdoba. Nie chwaląc się, to ja byłam autorką. I byłam z siebie dumna.
- Masz
babeczki jagodowe?- spytałam z nadzieją.
- Pewnie
masz na nie chętkę, co?- zaśmiał się.- Są na zapleczu.
Już po kilku minutach przede mną
wylądował talerz z kilkoma jagodowymi babeczkami i szklanka latte machiato.
- Proszę bardzo.
Pyszne babeczki i latte machiato na koszt firmy.- puścił mi oczko i odszedł
zając się innymi gośćmi.
Wgryzłam się w słodycz i
uśmiechnęłam. Jak ja kocham te pyszności, pieczone według przepisu Alex,
dziewczyny Lucka.
- Nie jedz
tyle bo przytyjesz.- przed oczami mignęła mi ręka Rena, a na talerzu zabrakło
kolejnego ciastka.
Prychnęłam i spojrzałam na niego
wilkiem.
- Nie
kradnij.- syknęłam.
Nagle ktoś zakrył mi oczy.
- Zgadnij
kto to.- usłyszałam tuż przy uchu.
- Siemka
Jane.- przywitałam się, zdejmując jej dłonie.
- No hej. A
to kto?- spojrzała wymownie na chłopaka.
- Ren,
przyjaciel z dzieciństwa.- przedstawiłam go.
- Em… Ame…
Myślałam, że pogadamy w cztery oczy.- moja przyjaciółka spuściła wzrok.
- O niego
się nie martw. Umie dochować tajemnicy.- uspokoiłam ją.
- A… OK…
Więc… Bo…- jąkała się.- Moi rodzice się rozwodzą.- wydukała w końcu.
Dobra, przyznaje. Mało nie spadłam z
krzesła. Państwo Jordan byli najbardziej zgranym małżeństwem, jakie znałam.
Chociaż co mogę o tym wiedzieć ja… Dziewczyna z rozbitej rodziny. Do tego
ucząca się wiedźma.
- Ej. Tylko
mi się nie rozklejaj.- zawołałam, kiedy w jej oczach pojawiły się łzy.- Moi
rodzice też się rozwiedli i żyję. Lepiej niżby mieli się kłócić.- pocieszyłam
ją, uśmiechając się.
- Może masz
rację, ale…- i moje uspokajania diabli wzięli. Rozryczała się.
- Wiem, że
to boli, ale nie masz co płakać.- wtrącił się Ren.- Jeśli podjęli decyzję, nic
z tym nie zrobisz.
- Ej! Nie
mówiłam, że masz się nie odzywać!- wrzasnęłam.
Uniosłam rękę, chcąc rąbnąć go w głowę i wtedy
wszystkie szklanki poszybowały w górę i porozbijały się o ściany. Oniemiałam.
- Ups.-
wyjąkałam, drapiąc się po głowie.
|
1
|
środa, 12 lutego 2014
Lustro: Rozdział 2
Dziękuje wam za te 1011 odwiedzin. Byłam w całkowitym szoku. Oto statystyka.
Anioły: Część 1
Witam wszystkich. Kolejna notka trochę szybciej, bo znalazłam czas. Informuję was również, iż w piątek wyjeżdżam na całe dwa tygodnie do cioci i nie będę pisać. A jeśli idzie o Shije to dziś nie będzie mi dogryzać, bo zamknęłam ją w szafie.
Zgodnie z obietnicą zamiast rozdziału wstawiam takie małe opowiadanko. Powstał w moim chorym umyśle w poniedziałek rano.
Durna ja. Zapomniałam o dedykacji. Zgodnie z obietnicą, Rozdział dla najwspanialszej, najlepszej, najładniejszej i przede wszystkim najskromniejszej Weroniki i wspaniałej przyjaciółki Uli.
Część 1
Zgodnie z obietnicą zamiast rozdziału wstawiam takie małe opowiadanko. Powstał w moim chorym umyśle w poniedziałek rano.
Durna ja. Zapomniałam o dedykacji. Zgodnie z obietnicą, Rozdział dla najwspanialszej, najlepszej, najładniejszej i przede wszystkim najskromniejszej Weroniki i wspaniałej przyjaciółki Uli.
Część 1
„Po kiego
grzyba ja tu jeszcze siedzę?” przemknęło jej przez głowę, kiedy po raz setny
przesunęła wzrokiem po przechodniach.
Czekała na informatora w sprawie
kręcących się po mieście demonów. Spóźniał się już pół godziny.
Odgarnęła z twarzy kilka kosmyków
czarnych włosów i oparła się wygodniej o ścianę. Ludzie na ulicy spoglądali na nią
zgorszeni.
„ Zresztą… Czemy
się im dziwię?” pomyślała z goryczą. Na oko szesnastoletnia dziewczyna,
siedząca samotnie pod księgarnią. Mimo okropnego upału, na głowę założony miała
kaptur czarnej bluzy. Marmurkowe spodnie opinały zgrabne nogi i znikały w
czerwonych martensach. Oczy w Kolorz krwi wyglądały z cienia, obserwując
przechodniów zimnym wzrokiem. Chorobliwa bladość skóry nadawała jej
przerażający wygląd.
Westchnęła i oparła głowę o budynek.
Przymknęła oczy.
- Dlaczego
dalej tu siedzisz, Alex?- zerwała się na nogi, słysząc znajomy głos.
Przed nią stał chłopak o płowych
włosach , z grzywką opadającą na czoło. Kawowe oczy skrzyły się radością życia,
a śniada twarz przyozdabiał uśmiech. Czerwona koszulka opinała wyrzeźbiony tors
i brzuch, jednak nie wyglądał jak kulturysta. Całości dopełniały ciemne jeansy
i czarne skeaty.
- Nigdy mnie
nie strasz.- warknęła.- Rozumiemy się, Dante?
Ten tylko zaśmiał się i zrzucił jej
kaptur.
- Nadal mi
nie odpowiedziałaś.- przypomniał
- Czekam na
informatora.- wyjaśniła, zakładając kosmyk, wolnych już, pukli za ucho.
- Chodzi o
tego staruszka w kapeluszu, co zawsze przynosi nam informacje?- nastolatek
podrapał się po głowie.- Był u mnie wczoraj.- oznajmił, kiedy potwierdziła.-
Zostawił dla ciebie jakąś kopertę.- pogrzebał chwile w niewielkim plecaku i
podał jej, dużą brązową kopertę.
Wpatrywała się w niego osłupiała. Czyli
siedziała tu na próżno? Zacisnęła pięść, uderzyła towarzysza w czaszkę i
odebrała list. Szybko przestudiowała wiadomość i ruszyła przed siebie.
- Ej!
Czekaj! Gdzie idziesz?!- zawołał za nią, zrywając się do biegu.
- No jak to
„ gdzie”? Trzeba wykonać zadanie.- odparła bezuczuciowym tonem.
-Już wolę,
jak jesteś wściekła.- wzdrygnął się.- Pośpieszmy się!- złapał ją za rękę i
przyśpieszył kroku.
Uśmiechnęła się delikatnie, doganiając go.
Kiedy dotarli na miejsce, Alex
chwyciła za obsydianowy medalion i wypowiedziała kilka niezrozumiałych słów.
Błysnęło światło i jej ciało okryła biała szata, w dłoniach pojawiły się szable,
a na plecach rozwinęły czarne skrzydła.
- Dobrze
wrócić do prawdziwej formy.- mruknął Dante, również po przemianie.
- Jak raz w
życiu się z tobą zgodzę.- prychnęła, otwierając drwi do starego, rozpadającego
się magazynu.
Od razu uderzył w nich zapach pleśni
i zgnilizny. Dziewczyna skrzywiła się, zasłaniając dłonią usta. Z sufitu
zwieszały się kable, co jakiś czas błyskając iskrami. Podłoga zasłana była
deskami, jakimiś szmatami i kawałkami blachy. Kręcące się wewnątrz demony
przerwały dotychczasowe czynności, wlepiając obrzydliwe, gadzie oczy w tą
dwójkę.
- Anioły.-
syknął jeden.
Czarnowłosa uniosła miecze i skrzyżowała je
nad głową.
- Wy, nędzni
grzesznicy! Dziś zapłacicie za wszelkie winy. Przyjmijcie pokute. Karzące
niebiosa!- wyszeptała, ale jej głos rozniósł się po hali.
Nagle pojawił się złoty blask,
otaczając cały magazyn. Chwile później wystrzelił w niebo, zostawiając jedynie
dwójkę aniołów.
- No i po
kłopocie.- Alex odwróciła się z pięcie.
- I znowu
nie dałaś mi się zabawić.- poskarżył się Dante, ruszając za nią.
- Rusz się.
Axel czeka na nas przy barze „ Victory”.- poinformowała go, przyjmując ludzką
formę.
Z westchnieniem przeobraził się w człowieka i
pobiegł za dziewczyną. „Jak z nią nie zwariować?” pomyślał.
niedziela, 9 lutego 2014
Smoczy Strażnicy:Rozdiał 9
Witamy wszystkich czytelników z całego świata!
Shija: Ta... Cześć. Sorka, że nie zagoniłam jej wcześniej do pisania, ale zaczęła nowe opowiadanie i zaczęło się pisanie.
Wyszło nawet fajnie. Czego chcesz? Ogólnie zastanawiamy się nad tym, żeby w te przeklęte Walentynki zamiast rozdziału wstawić takie krótkie opowiadanko.
Shija: I jesteśmy ciekawe waszego zdania, drodzy czytelnicy. Prosimy o opinie w komentarzach.
Ten rozdział z dedykacją dla Martyny.
- Jeszcze raz. Lecimy do jakiejś podziemnej świątyni czy czegoś, po jakiś kwiatek, który według legendy może uleczyć Nexa, który walczył z jakąś idiotką od trucizn?- upewnił się, po raz któryś, Nezumi.
Risa westchnęła ciężko i padła na plecy. Ta dyskusja zaczęła ją nudzić. Zarządziła postój, żeby smoki mogły odpocząć. Zerknęła na swoją towarzyszkę.
,, Daleko jeszcze?" spytała Wiwierny.
,, Kawałek. Będziemy lecieć jakieś cztery godziny." padła odpowiedź. ,, To najgorszy fragment. Musimy przelecieć nad górami, a tam panują nieprzychylne warunki."
,, Nie da się ich ominąć?"
,, Musielibyśmy nadłożyć co najmniej jeden dzień drogi."
- Zbierajcie się. Mamy mało czasu.- wstała i podeszła do bestii.
- Długo będziemy lecieć?- zaciekawiła się Astra.
- Z tego co mówi Wiw, to około czterech godzin.- odparła wspinając się na smoczycę. Wyciągnęła dłoń i wciągnęła koleżankę na górę.
Wyruszyli i szybko przekonali się, że nie będzie to łatwa przeprawa. Gdy tylko znaleźli się na poziomie szczytów, pojawił się porywisty wiatr, spychający ich do tyłu. Mozolnie, na przekór huraganowi, posuwali się do przodu.
Mocniej wbiła palce, między smocze łuski, kiedy kolejny podmuch, niemal zrzucił ją z Wiwierny. Gdyby można coś z tym zrobić... Chwila... Astra zachichotała z własnej głupoty i skupiła się. Początkowo żywioł opierał się jej magii, jednak po chwili zaczął ulegać.
Wszystko dookoła ucichło, a ona w końcu odkleiła policzek od siodła.
- Co się ...- przerwała domyślając się.- Astra? To twoja robota?- upewniła się.
- W końcu jestem z rasy duchów powietrza.- zaśmiała się Aurora.
Shija: Ta... Cześć. Sorka, że nie zagoniłam jej wcześniej do pisania, ale zaczęła nowe opowiadanie i zaczęło się pisanie.
Wyszło nawet fajnie. Czego chcesz? Ogólnie zastanawiamy się nad tym, żeby w te przeklęte Walentynki zamiast rozdziału wstawić takie krótkie opowiadanko.
Shija: I jesteśmy ciekawe waszego zdania, drodzy czytelnicy. Prosimy o opinie w komentarzach.
Ten rozdział z dedykacją dla Martyny.
- Jeszcze raz. Lecimy do jakiejś podziemnej świątyni czy czegoś, po jakiś kwiatek, który według legendy może uleczyć Nexa, który walczył z jakąś idiotką od trucizn?- upewnił się, po raz któryś, Nezumi.
Risa westchnęła ciężko i padła na plecy. Ta dyskusja zaczęła ją nudzić. Zarządziła postój, żeby smoki mogły odpocząć. Zerknęła na swoją towarzyszkę.
,, Daleko jeszcze?" spytała Wiwierny.
,, Kawałek. Będziemy lecieć jakieś cztery godziny." padła odpowiedź. ,, To najgorszy fragment. Musimy przelecieć nad górami, a tam panują nieprzychylne warunki."
,, Nie da się ich ominąć?"
,, Musielibyśmy nadłożyć co najmniej jeden dzień drogi."
- Zbierajcie się. Mamy mało czasu.- wstała i podeszła do bestii.
- Długo będziemy lecieć?- zaciekawiła się Astra.
- Z tego co mówi Wiw, to około czterech godzin.- odparła wspinając się na smoczycę. Wyciągnęła dłoń i wciągnęła koleżankę na górę.
Wyruszyli i szybko przekonali się, że nie będzie to łatwa przeprawa. Gdy tylko znaleźli się na poziomie szczytów, pojawił się porywisty wiatr, spychający ich do tyłu. Mozolnie, na przekór huraganowi, posuwali się do przodu.
Mocniej wbiła palce, między smocze łuski, kiedy kolejny podmuch, niemal zrzucił ją z Wiwierny. Gdyby można coś z tym zrobić... Chwila... Astra zachichotała z własnej głupoty i skupiła się. Początkowo żywioł opierał się jej magii, jednak po chwili zaczął ulegać.
Wszystko dookoła ucichło, a ona w końcu odkleiła policzek od siodła.
- Co się ...- przerwała domyślając się.- Astra? To twoja robota?- upewniła się.
- W końcu jestem z rasy duchów powietrza.- zaśmiała się Aurora.
*** w legowisku***
Yuu otworzył oczy i roejrzał się po grocie. Kogoś mu brakowało. Wstał i podszedł do Lili i Nexusa.
- Gdzie Risa?- spytał, wpatrując się w blondynkę.
- Nie twój interes.- warknął czarnowłosy, zaciskając zęby.
- Nie ciebie pytam, strażniku jaszczurek.- oznajmił dumnie, unosząc głowę. Zaraz jednak odskoczył, uciekając przed Kuro, który chyba postanowił zrobić sobie z niego przekąskę.
- Ruszyła z Nezumim i Astrą po pewną roślinę.- granatowooka uspokoiła sytuację nim przerodziła się w kłótnie. - Jest nam bardzo potrzebna.
- Wcale nie jest.- brunet oparł się wygodniej o ścianę.
- Jest i ty doskonale o tym wiesz.- zgromiła go spojrzeniem.- Ciekawe, kiedy wrócą.- zmieniła temat, wpatrując się w horyzont.
Zapadła długa cisza. Yuu zachodził w głowę o co dokładnie chodzi, Lila martwiła się o przyjaciół, a Nexus dyskutował telepatycznie z Kuro. Smok wydawał się rozzłoszczony bezmyślnością siedemnastolatka. Jednocześnie czuć było jakiś strach, jakby bał się, że straci podopiecznego. Oparł łeb przy chłopaku i zasnął.
#######
Tak bardzo cię, Martyno, przepraszam, że ten rozdział wyszedł tak okropnie beznadziejnie.
Shija: I tak krótko.
Błagam o wybaczenie!
Shija: Miała się was zapytać o coś ale nie jest w stanie. więc pytanie zadam ja. A brzmi ono następująco: ,, Jaki jest wasz ulubiony bohater, z tego opowiadania?"
Prosimy was o odpowiedzi. Na oba pytania. To by chyba było na tyle.
Ja, Shija: Do następnego!!!
sobota, 1 lutego 2014
Smoczy Strażnicy:Rozdział 8
Znowu spóźniamy się z rozdziałem.
Shija: Sama jesteś sobie winna. Trzeba było pisać wczoraj.
Tak. Tak. Wiem. Ale byłam diabelnie śpiąca.
Shija: Ah, te wymówki.
Shija: Sama jesteś sobie winna. Trzeba było pisać wczoraj.
Tak. Tak. Wiem. Ale byłam diabelnie śpiąca.
Shija: Ah, te wymówki.
- C-c-co? Lila, to niemożliwe.- złapała przyjaciółkę za dłonie, spoglądając na nią z nadzieją.
-Przykro mi, Ri-chan.- Lila spuściła głowę.- Nie ma lekarstwa.
„ Jest.” głos Wiwierny dał jej wiarę.
„ Istnieje pewna roślina mogąca uleczyć każdą ranę, czy chorobę."
Spojrzała na Nexusa i, gdy ich spojrzenia się spotkały, już wiedziała, że usłyszał od Kuro to samo.
- Co to za roślina?- spytali równocześnie, na głos.
„ Smocza róża." srebrna smoczyca utkwiła wzrok w podopiecznej.
- Znam tą legendę.- zauważył brunet. Dziewczyny spojrzały na niego zaciekawione.- Jak zwykle nie pamiętasz, co Risa?- posłał jej złośliwy uśmiech. Oparł głowę o ścianę i rozpoczął opowieść.
****
Dawno temu, nim na świcie pojawili się Strażnicy, ludzie czcili smoki, traktując je jak bóstwa. W tamtych czasach żyła smoczyca o kalejdoskopowych łuskach i imieniu Neshe. Nienawidziła ludzi i często napadała na ich wioski. Podczas jednego z takich ataków, jedna dziewczyna chciała z nią walczyć, by chronić swój dom.
Odwaga kobiety tak zaimponowała Neshe, iż ta postanowiła zabrać ją ze sobą do legowiska i nadała nowe imię. Asuna, w języku smoków oznaczało ,, życie". Smoczya chciała w ten sposób zaznaczyć, że ta dziewczyna rozpoczyna nowe życie pod jej opieką.
Żyła w spokoju ucząc nową podopieczną magii i waliki mieczem. Jednak taka sielanka nie mogła trwać wiecznie. Po kilku latach ciało jej uczennicy nie było w stanie utrzymać tak ogromnej mocy i jej zdrowie zaczęło podupadać. Smoczyca używała wszystkich znanych jej zaklęć leczniczych, jednak nic nie pomagało. W końcu była pewna, że nic nie da się zrobić.
Zrozpaczona ukryła dziewczynę pod ziemią i stworzyła wiele pułapek i prób, które miały chronić Asunę. Ostatkiem sił przemieniła podopieczną w piękną, wielokolorową różę.
Przez wieki wszelkie magiczne istoty próbowały dostać się do niej, jednak pułapki smoczycy skutecznie ich zatrzymywały.
****
Zakończył opowieść i zakaszlał kilka razy, wypluwając trochę krwi. Lila doskoczyła do niego i spowolniła działanie trucizny.
- Nie jest dobrze.- wychrypiał.- Trucizna się rozprzestrzenia.
- Czyli jeśli chcę cię uratować, muszę zdobyć ten kwiat?- upewnił się Risa, kucając przy nim.
- Oo. Jednak słuchałaś co mówiłem.- zaśmiał się słabo, dotykając jej policzka.
Wtuliła twarz w jego dłoń, powstrzymując, cisnące się jej do oczu łzy.
- Choćby nie wiem co, uratuję cię. Przysięgam.- pocałowała go delikatnie i wstała.
Podeszła do śpiącego pry ścianie Nezumiego i jednym, mocnym ciosem obudziła go.
- So? So est?- wymamrotał zaspany.
- Wstawaj. Zaraz ruszamy.- oznajmiła mu, podchodząc do Wiwierny.
Zaraz potem w niebo wzbiła się smoczyca z Strażniczką i Astrą, oraz Haru ze zmiennokształtnym na grzbiecie.
- Gdzie lecimy?!- wrzasnął szatyn, próbując przekrzyczeć ryk wiatru.
-Mamy zadanie!- wyjaśniła. ,, Prowadź Wiw." zwróciła się do bestii. ,, Obiecuję, Nexus. Nie poddam się" pomyślała, wpatrując się w horyzont.
I oto koniec tego rozdziału.
Shija: Wyszedł całkowicie do niczego.
Zgadzam się. Cóż... Prosimy o komentarze.
piątek, 24 stycznia 2014
Smoczy Strażnicy:Rozdział 7
Witamy!!!
Shija: Znów nie dasz mi się przywitać.
Bo to ja jestem autorką i to ja witam naszych czytelników.
Shija: Gadaj se, gadaj. Miałyśmy zareklamować bloga.
A tak. Zapomniałabym. Zapraszamy was na bloga Anielica Zemsty.
Shija: Historia jest świetna, ładnie napisana. Rysunki cudowne, a my...
Czekamy na nowy rozdział. Pisz szybko Ula bo cię pogonię Shiją.
Shija: Ej! Dobra. Nieważne. Zapraszamy do czytania.
Hej, Chwila! A dedykacja?
Shija: Rozdział dla Magdy. Nie masz już co marudzić.
Shija: Znów nie dasz mi się przywitać.
Bo to ja jestem autorką i to ja witam naszych czytelników.
Shija: Gadaj se, gadaj. Miałyśmy zareklamować bloga.
A tak. Zapomniałabym. Zapraszamy was na bloga Anielica Zemsty.
Shija: Historia jest świetna, ładnie napisana. Rysunki cudowne, a my...
Czekamy na nowy rozdział. Pisz szybko Ula bo cię pogonię Shiją.
Shija: Ej! Dobra. Nieważne. Zapraszamy do czytania.
Hej, Chwila! A dedykacja?
Shija: Rozdział dla Magdy. Nie masz już co marudzić.
Obserwował panujący w jaskini zgiełk, oparty o ścianę. Risa, Lila i Astra dyskutowały o różnych, często nieistotnych jego zdaniem, sprawach. Nezumi i Yuu okładali się pięściami, obrzucając coraz to wymyślniejszymi wyzwiskami. Haru i Wiwierna spali, a Kuro wpatrywał się w niego. Wymienił z nim porozumiewawcze spojrzenia i odepchnął się od ściany, kierując do wyjścia.
- Hej Nexus! Gdzie idziesz?- zagadnęła białowłosa, odwracając się od koleżanek.
- Rozejrzę się tylko i wracam.- odparł jej, unosząc, na pożegnanie, rękę.
Wdrapał się na siodło i wzbił na swoim smoku w powietrze. Lecieli, wypatrując czego kolwiek niepokojącego. Nagle między drzewami błysnęły fioletowe łuski. Wylądował i zsunął się z grzbietu Kuro. Po cichu, dosłownie rozpływając się w cieniu, zbliżył się do tamtego miejsca. Rzeczywiście, na trawie leżała bestia o łuskach w kolorze śliwek. Spojrzał dalej i zdębiał.
Na zwalonym pniu siedziała znajoma dziewczyna, o długich, ogniście czerwonych włosach i wielkich, złotych oczach. Veronic. Największa przeciwniczka Risy. Jeśli dobrze pamiętał, posługiwała się truciznami.
- Nexusie. Wiem, że tu jesteś.- zaświergotała radośnie.- Nie musisz ukrywać się w cieniach.
Westchnął i wyłonił się z ciemności.
- Wspaniale cię znowu widzieć.- zaśmiała się, wstając.- Szkoda, że w takich okolicznościach.- przywołała dwa, krótkie sztylety i ruszyła na niego.
Eragon wspominał mu kiedyś, że bronie Veronic ociekają najniebezpieczniejszym jadem na świecie. Ona była na niego odporna, ale wystarczyło, że go draśnie, aby trucizna rozprzestrzeniła się po ciele. Nie było na nią lekarstwa. Blokował wszystkie ataki, próbując cieniami unieruchomić czerwonowłosą.
- Po co to wszystko? Co chcecie osiągnąć?- warknął, unikając kolejnego ciosu.
- Jak to co?- zachichotała.- Ludzie atakują nas i zabijają od wieków. Teraz nasza kolej.- na jej twarz wpłynął obłąkany uśmiech, a oczy przybrały szaleńczy wyraz.- Stworzymy nowy, lepszy świat. Będziemy rządzić rasą ludzką. Już niedługo król pokłoni się prze nami.
- Zapomniałaś o jednej ważnej rzeczy.- wypomniał jej, uderzając w brzuch.- My sami jesteśmy ludźmi.- w tych czterech słowach dało się wyczuć ogromną ilość chłodu.
- My... Jesteśmy... Lepsi... Od nich!!!- oszalała z wściekłości, zaczęła atakować szybciej i bardziej na oślep. Taka forma ataku w końcu przyniosła efekt. Wbiła mu sztylet w ramię.- Zgnij w piekle, podły kłamco.- wysyczała. Wyciągnęła ostrze, wsiadła na smoka i odleciała.
Na chwiejnych nogach wrócił do Kuro i powoli wspiął się na siodło. Rana na ramieniu paliła go żywym ogniem. Musi szybko wrócić do reszty. Wzbili się w powietrze i po kilku minutach byli na miejscu.
Risa doskoczyła do czarnej bestii i spojrzała w górę. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Nexus był chorobliwie blady i zaciskał szczęki z bólu. Na ramieniu miał krwawiącą ranę.
- Co się stało?- spytała, gdy stanął obok niej.
- Nic.- odpowiedział cicho.
- Nex. Proszę.- spojrzała mu w oczy.
- Spotkałem Veronic. Walczyliśmy.- wyjaśnił krótko.
- To ona cię zraniła?- zapytała z lekkim strachem.- Lila!- krzyknęła, kiedy kiwnął głową.- Siadaj.- zwróciła się do niego.
- Coś się stało?- blondynka szybko dołączyła do pary.
- Veronic.- wymamrotała białowłosa, zaciskając zęby.- Nieh ją tylko dopadnę.
Opiekunka Haru przyklękła i przyłożyła otoczone bladozłotą aurą dłonie do rany. Po kilkudziesięciu minutach zasmucona pokręciła głową.
- Przykro mi.- oznajmiła przybita.- Na ta truciznę nie ma lekarstwa.
*****
No i koniec rozdziału.
Shija: Długością to on nie powala.
Oj. Cicho. Miało być dramatyczne zakończenie.
Shija: I jest. Prosimy o komentarze. Do następnego.
Pa!
piątek, 17 stycznia 2014
Smoczy Strażnicy:Rozdział 6
Witamy!
Shija: Ta... Cześć.
Shija coś dzisiaj nie w humorze.
Shija: Jak mam być szczęśliwa, skoro prawie zbiłaś mnie w swoim opowiadaniu.
Raz mi się zdarzyło.
Shija: Raz?! Raz?! Mam blizny, które wskazują inaczej!
Dobra, dobra. Przepraszam. Coś jeszcze?
Shija: Tak.* szeroki uśmiech* Dedykacja dla wszystkich czytających tego bloga.
To był mój tekst.
Spacerowali już około dwóch godzin, a tematów do rozmów nie brakowało. Nagle Lila zamilkła i zatrzymała się.
- Co jest?- spytał jej towarzysz, ale ta tylko uciszyła go gestem dłoni. Jako Smocza Strażniczka miała bardzo wyczulone zmysły i już z daleka usłyszała szybko zbliżające się kroki. Chwyciła Nezumiego za ramię i zanurkowała w krzaki.
Chwile potem na polanę wpadła jakaś dziewczyna o jasnej cerze, bladobłękitnych włosach i stalowoszarych oczach. Jej niegdyś biała tunika teraz była cała brudna od zaschniętego błota i gdzieniegdzie krwi. Bose stopy, jak i całe ciało przyozdabiały drobne rany.
Zaraz za nią z pomiędzy drzew wypadli zmiennokształtni, poprzeobrażani w różne stworzenia. Jeden z nich skoczył na dziewczynę, a ta wyciągnęła przed siebie dłoń. Atakującego odrzuciła fala zimnego wiatru. „Aurora.” pomyślała blondynka.
Aurorzy byli stworzeniami magicznymi, żyjącymi głównie na górskich szczytach. ludzie często nazywali ich duchami powietrza. Wyróżniali się jasnym kolorem skóry, włosów i oczu.
Reszta przeciwników rzuciła się na nią, a jasnowłosa wyciągnęła obie dłonie. Potężny podmuch uderzył w napastników, rzucając ich głęboko w las.
Osunęła się na kolana. Ucieczka i walka wymęczyły ją. Zaraz, jednak zerwała się na nogi, słysząc szelest. Z krzaków wyłonił się kolejny zmiennokształtny w towarzystwie Smoczej Strażniczki.
- Hej, spokojnie.- blondynka wyciągnęła przed siebie dłonie, widząc, że ona się cofnęła.- Chcemy pomóc.- przywołała sztylet, o ostrzu w kolorze świeżej trawy i rzuciła jej pod nogi.
Znów upadła na kolana. Nie wiedzieć czemu, czuła że może im zaufać. Granatowooka podeszła do niej i wyciągnęła ręce otoczone bladozłota aurą. Czuła jak siły szybko jej wracają. „Magia leczenia." pomyślała.
- Jak masz na imię?- spytała Strażniczka po skończonym leczeniu.
- Astra.
- Piękne imię. Ja jestem Lila, a to Nezumi.- przedstawiła siebie i swojego towazysza.
Nagle z lasu wyłonił się malutki, biały lisek i wspiął się na kolana Astry.
- Kitsune! Wróciłeś!- zawołała zadowolona Aurora, drapiąc go za uszkiem.
- Aleś ty słodziutki.- wymruczała Lila, zbliżając się do zwierzaka. Ten jedynie prychnął i ukazał małe, ostre ząbki.- Chyba mnie nie lubi.- stwierdziła, spuszczając głowę.
-Po prostu cię nie zna. Gdybyś przebywała z nim cały dzień, już by się łasił.- wyjaśniła Aurora.
- Naprawdę?- upewniła się.- To chodź z nami do legowiska.- zaproponowała, gdy jej rozmówczyni kiwnęła głową.
- Ej.- wtrącił Nezumi.- To naprawdę dobry pomysł. Przyda się kolejna osoba.- pokiwał z uznaniem.
- Chętnie.- uśmiech na twarzy szarookiej poszerzył się .
Ruszyli i po kilkudziesięciu minutach dotarli na miejsce. Weszli do legowiska, akurat gdy zdenerwowana Risa uderzyła Yuu w głowę.
- Chyba mówiłam, żebyś się ode mnie odwalił!- wrzasnęła, powtarzając cios.
- Co się stało, Ri-chan?- spytała Lila.
- Ten młotek znów próbuje mnie poderwać.- wyjaśniła, odwracając się do nich.- A to kto?- spytała, widząc nową postać.
- To Astra. Dołączy do nas.- odparł Nezumi.
Zmarszczyła brwi i zbliżyła się do nich. Poważne, fioletowe oczy wpatrywały się nieustannie w Aurorę. Nagle Strażniczka uśmiechnęła się i uściskała serdecznie, zupełnie skołowaną Astrę.
- Witaj w swoim nowym domu.- zawołała.
Reszta towarzystwa, z wyjątkiem Nexusa, zaskoczona wpatrywała się w radosną białowłosą.
- Cóż... W końcu to Risa.- stwierdził zmiennokształtny.- Zawsze reaguje inaczej niż byś się spodziewał.
Pozostali tylko pokiwali głowami.
Shija: Ta... Cześć.
Shija coś dzisiaj nie w humorze.
Shija: Jak mam być szczęśliwa, skoro prawie zbiłaś mnie w swoim opowiadaniu.
Raz mi się zdarzyło.
Shija: Raz?! Raz?! Mam blizny, które wskazują inaczej!
Dobra, dobra. Przepraszam. Coś jeszcze?
Shija: Tak.* szeroki uśmiech* Dedykacja dla wszystkich czytających tego bloga.
To był mój tekst.
Spacerowali już około dwóch godzin, a tematów do rozmów nie brakowało. Nagle Lila zamilkła i zatrzymała się.
- Co jest?- spytał jej towarzysz, ale ta tylko uciszyła go gestem dłoni. Jako Smocza Strażniczka miała bardzo wyczulone zmysły i już z daleka usłyszała szybko zbliżające się kroki. Chwyciła Nezumiego za ramię i zanurkowała w krzaki.
Chwile potem na polanę wpadła jakaś dziewczyna o jasnej cerze, bladobłękitnych włosach i stalowoszarych oczach. Jej niegdyś biała tunika teraz była cała brudna od zaschniętego błota i gdzieniegdzie krwi. Bose stopy, jak i całe ciało przyozdabiały drobne rany.
Zaraz za nią z pomiędzy drzew wypadli zmiennokształtni, poprzeobrażani w różne stworzenia. Jeden z nich skoczył na dziewczynę, a ta wyciągnęła przed siebie dłoń. Atakującego odrzuciła fala zimnego wiatru. „Aurora.” pomyślała blondynka.
Aurorzy byli stworzeniami magicznymi, żyjącymi głównie na górskich szczytach. ludzie często nazywali ich duchami powietrza. Wyróżniali się jasnym kolorem skóry, włosów i oczu.
Reszta przeciwników rzuciła się na nią, a jasnowłosa wyciągnęła obie dłonie. Potężny podmuch uderzył w napastników, rzucając ich głęboko w las.
Osunęła się na kolana. Ucieczka i walka wymęczyły ją. Zaraz, jednak zerwała się na nogi, słysząc szelest. Z krzaków wyłonił się kolejny zmiennokształtny w towarzystwie Smoczej Strażniczki.
- Hej, spokojnie.- blondynka wyciągnęła przed siebie dłonie, widząc, że ona się cofnęła.- Chcemy pomóc.- przywołała sztylet, o ostrzu w kolorze świeżej trawy i rzuciła jej pod nogi.
Znów upadła na kolana. Nie wiedzieć czemu, czuła że może im zaufać. Granatowooka podeszła do niej i wyciągnęła ręce otoczone bladozłota aurą. Czuła jak siły szybko jej wracają. „Magia leczenia." pomyślała.
- Jak masz na imię?- spytała Strażniczka po skończonym leczeniu.
- Astra.
- Piękne imię. Ja jestem Lila, a to Nezumi.- przedstawiła siebie i swojego towazysza.
Nagle z lasu wyłonił się malutki, biały lisek i wspiął się na kolana Astry.
- Kitsune! Wróciłeś!- zawołała zadowolona Aurora, drapiąc go za uszkiem.
- Aleś ty słodziutki.- wymruczała Lila, zbliżając się do zwierzaka. Ten jedynie prychnął i ukazał małe, ostre ząbki.- Chyba mnie nie lubi.- stwierdziła, spuszczając głowę.
-Po prostu cię nie zna. Gdybyś przebywała z nim cały dzień, już by się łasił.- wyjaśniła Aurora.
- Naprawdę?- upewniła się.- To chodź z nami do legowiska.- zaproponowała, gdy jej rozmówczyni kiwnęła głową.
- Ej.- wtrącił Nezumi.- To naprawdę dobry pomysł. Przyda się kolejna osoba.- pokiwał z uznaniem.
- Chętnie.- uśmiech na twarzy szarookiej poszerzył się .
Ruszyli i po kilkudziesięciu minutach dotarli na miejsce. Weszli do legowiska, akurat gdy zdenerwowana Risa uderzyła Yuu w głowę.
- Chyba mówiłam, żebyś się ode mnie odwalił!- wrzasnęła, powtarzając cios.
- Co się stało, Ri-chan?- spytała Lila.
- Ten młotek znów próbuje mnie poderwać.- wyjaśniła, odwracając się do nich.- A to kto?- spytała, widząc nową postać.
- To Astra. Dołączy do nas.- odparł Nezumi.
Zmarszczyła brwi i zbliżyła się do nich. Poważne, fioletowe oczy wpatrywały się nieustannie w Aurorę. Nagle Strażniczka uśmiechnęła się i uściskała serdecznie, zupełnie skołowaną Astrę.
- Witaj w swoim nowym domu.- zawołała.
Reszta towarzystwa, z wyjątkiem Nexusa, zaskoczona wpatrywała się w radosną białowłosą.
- Cóż... W końcu to Risa.- stwierdził zmiennokształtny.- Zawsze reaguje inaczej niż byś się spodziewał.
Pozostali tylko pokiwali głowami.
*******
Shija: Mówiłam, że o czymś zapomniałaś.
Tak. Tak. Miałaś rację.
Shija: Zazwyczaj ją mam.
Nieważne. Chciałam zapytać was czy dalej pisać tylko narracją trzecioosobową czy używać i pierwszoosobowej. Odpowiedzi piszcie w komentarzach.
piątek, 10 stycznia 2014
Lustro: Rozdział 1
Oto i bonus.
Shija: Wiecie ile ją męczyłam, żeby to w końcu napisała.
To jest pierwszy rozdział opowiadania, które chciałabym wydać jako książkę.
Shija: Znowu nadajesz bez sensu. Musimy posprzątać w pokoju.
Musimy?
Shija: No... Ty będziesz sprzątać, a ja nadzorować cię siedząc na kanapie.
Leniwiec.
Shija: Mówiłaś coś?* wyciąga kosę*
Nic a nic. Dobra my spadamy. Czytajcie.
Shija: Wiecie ile ją męczyłam, żeby to w końcu napisała.
To jest pierwszy rozdział opowiadania, które chciałabym wydać jako książkę.
Shija: Znowu nadajesz bez sensu. Musimy posprzątać w pokoju.
Musimy?
Shija: No... Ty będziesz sprzątać, a ja nadzorować cię siedząc na kanapie.
Leniwiec.
Shija: Mówiłaś coś?* wyciąga kosę*
Nic a nic. Dobra my spadamy. Czytajcie.
Głośny pisk wyrwał mnie ze snu i zwalił z łóżka.
-AŁA! Kto, do diaska, położył tu te książki?!- spytałam,
rozcierając obolałe plecy.
- Sama je tam położyłaś. Już nie pamiętasz?- rozległo się od
strony staromodnego lustra, należącego do mojej prapraprababci.
- Zamilcz!- krzyknęłam podchodząc do zwierciadła.- Dziś jest
sobota, więc mogłam jeszcze pospać.- dodałam.
- Nie zamierzasz trenować?- to pytanie zadał Ren, który
siedzi w tym lusterku już nie wiem ile czasu. Był uczniem poprzedniej właścicielki
jego więzienia. Mimo lat tam spędzonych wciąż był w wieku 17 lat. Nie mam pojęcia,
jakim cudem.
Upss!
Znów odpłynęłam.
- Oczywiście, że zamierzam.- odparłam z entuzjazmem.- To, co
robimy, sensei?
- Umiesz już wyczuć w sobie magię i wprawić ją w ruch, więc
dziś telekineza. Wybierz jakiś przedmiot.- nakazał, a ja uśmiechnęłam się i
chwyciłam lustro, siadając na łóżku.- Zaraz, moment. Ame, ty Chyba nie
zamierzasz użyć tego lustra?- nie odpowiedziałam.- Ameno Katsu, odpowiedz!
- Tak, mam zamiar użyć lustra!- warknęłam.
- Przypominam, że jak zbijesz to szklane więzienie to już
stąd nie wyjdę.
- Pamiętam, pamiętam.-chciałam dodać, że nie jestem idiotką,
ale przeszkodziło mi burczenie. No tak. Nie jadłam jeszcze śniadania. Hmm… E
tam. Jedzenie ważniejsze niż Ren.
Podniosłam
się i cały czas trzymając zwierciadło ruszyłam do kuchni.
- Hej! Czekaj! Dokąd idziemy?!- krzyknął zaskoczony chłopak.
- Do kuchni. Pora na śniadanko.- wyjaśniłam, zbiegając po
schodach.
Rozejrzałam
się po salonie, a moją uwagę przykuła kartka leżąca na stoliku do kawy.
Podniosłam ją.
„Ameno!
Musiałem wyjechać na parę dni. Nie życzę
sobie, by pod moją nieobecność przychodzili do ciebie jacyś chłopcy. Jeśli
dowiem się, że złamałaś zakaz czeka cię sroga kara. Wracam za tydzień.
Do zobaczenia.
Tata.”
Westchnęłam. Opiekuńczy tatuś
się znalazł. Kiedy jest w domu, ciągle myśli o firmie, a jak wyjeżdża zostawia
zawsze taki sam list. Lepiej było, gdy mieszkałam z mamą w jej małym mieszkanku.
Jednak po śmierci babci, ojciec przypomniał sobie, że ma córkę i założył mamie
sprawę o prawa rodzicielskie, którą wygrał pokazując, że moja rodzicielka nie
ma warunków bym u nie mieszkała. Chociaż nie ma tego złego. Gdybym tu nie
trafiła, nie poznałabym Rena, czyli niemiałabym, kogo doprowadzać do szału. I co
najważniejsze nie wiedziałabym, że jestem wiedźmą.
Z rozmyślań wyrwał mnie mój żołądek
po raz kolejny domagając się posiłku. Pospiesznie skierowałam się do kuchni i
postawiłam lusterko na krańcu stołu.
- Co
planujesz ugotować?- zapytał mój towarzysz, kiedy szperałam w szafce w
poszukiwaniu patelni.
- Chyba
zrobię jajecznicę.- odparłam, wchodząc na krzesło i przeszukując górne szafki.-
Znalazłam!- krzyknęłam wesoło, jednak za bardzo się odchyliłam i spadłam
podłogę.- Ała!!
-
Niezdara.- skwitował Ren, ze złośliwym uśmieszkiem.
- A
zamknij się.- mruknęłam, wyciągając jajka z lodówki i kładąc je na blacie.
Jedno z nich stoczyło się, spadło na podłogę i, nadal całe, wtoczyło pod stół.-
Nosz do licha ciężkiego!- warknęłam i, po chwili namysłu sama zanurkowałam pod
mebel.
-
Dziewczyno, ty to masz szczęście po prostu. Nie zapomnij nalać oleju na
patelnie, bo puścisz nas z dymem.- usłyszałam z góry.
- Morda
w kubeł!- wrzasnęłam i podniosłam głowę, zapominając, że nadal jestem pod
stołem.- To twoja wina.- jęknęłam masując obolałą czaszkę.
- A
niby, z jakiej paki?
-
Wkurzasz mnie.- wydostałam się spod mebla i wyprostowałam.
Chwyciłam za rączkę jednej z
szuflad i pociągnęłam. Zero efektu. Znowu się zacięła. Szarpnęłam mocniej.
Szuflada odskoczyła, a ja wpadłam na stół.
Lusterko spadło na ziemie i
roztrzaskało w drobny mak. Usłyszałam jeszcze wrzask Rena: „ Ty przeklęta
idiotko!”. Spojrzałam załamana na odłamki szkła i wtedy stało się coś dziwnego.
Błysnęło światło, tak mocne, że
musiałam zasłonić oczy. Gdy w końcu przygasło przede mną, w pełnej okazałości
stał ten wnerwiający idiota. Nie zastanawiając się chwyciłam patelnie i z całej
siły uderzyłam go w głowę.
Dziękuję!!!!
Dziękuje wam za tyle wejść na mojego bloga! 510 odwiedzin!
Shija: Byłyśmy w wielkim szoku, widząc to. Ona aż spadła z krzesła.
Naprawdę. Zaraz wstawimy specjalny bonus z podziękowaniami.
Shija: Jesteśmy wdzięczne za to, że czytacie tego bloga.
Dobrze mówi.
Shija: Bierz się za pisanie bonusa, a nie nawijasz. Już! Do roboty!
Tak. Idę. No idę. A oto statystyki:
Shija: Byłyśmy w wielkim szoku, widząc to. Ona aż spadła z krzesła.
Naprawdę. Zaraz wstawimy specjalny bonus z podziękowaniami.
Shija: Jesteśmy wdzięczne za to, że czytacie tego bloga.
Dobrze mówi.
Shija: Bierz się za pisanie bonusa, a nie nawijasz. Już! Do roboty!
Tak. Idę. No idę. A oto statystyki:
Polska
|
453
|
Stany Zjednoczone
|
32
|
Niemcy
|
21
|
Serbia
|
2
|
Rosja
Chociaż ostatni to chyba pomyłka. |
1
|
Subskrybuj:
Posty (Atom)