Witam wszystkich serdecznie po powrocie!
Shija: Wróciła wczoraj zmęczona jak nie wiem. Nawet mi było jej szkoda.
To ty masz uczucia?
Shija: Morda w kubeł bo zatłukę.
I wróciła. No nic. Jak wskazuje tytuł posta mam dla was konkurs. Polega on na napisaniu krótkiego opowiadania, minimum jedna strona w wordzie, będącym alternatywnym dalszym ciągiem jednego z publikowanych tu opowiadanek. Można też stworzyć rysunek co najmniej dwóch postaci z wybranego opowiadania. Na prace czekam do 30 września.
Shija: Do wygrania napisany przez nią one-shot ze zwycięzcą, osadzony w realiach wybranej historii, reklama wybranej strony, oraz rysunek wybranej postaci wykonany przez grafika tego bloga.
Prace proszę wysyłać na adres e-mail: ukryta05@gmail.com
Wszelkie pytania piszcie na GG na numer: 50999911
Dziś wieczorem nowy rozdział.
środa, 27 sierpnia 2014
piątek, 8 sierpnia 2014
Fairy Tail:4 lata: Rozdział 2
Witam! Jak wam mijają wakacje? Mam nadzieje, że dobrze. To będzie chyba ostatnia notka w tym miesiącu, gdyż wyjeżdżam. Jeśli się wyrobie, to coś się jeszcze pojawi. Dzisiaj dedykacja dla blogerki o nicku TonyPepper. Mam nadzieje, że blog przypadł ci do gustu.
Rozdział 2
Obudziła się
i niechętnie rozchyliła powieki. Nie do końca wiedziała, gdzie się znajduje.
Cały pokój utrzymano w jasnych, przyjemnych barwach. Przez duże okna wpadały
promienie zachodzącego słońca. Jedyne meble stanowiły łóżka i stoliki nocne.
Dopiero po chwili zrozumiała, że
znajduje się w Sali medycznej w Fairy Tail. Tylko… Jak ona się tu
znalazła?
Wspomnienia z wcześniej uderzyły w nią jak
grom z jasnego nieba. Powrót do gildii, szczęście i łzy, rozmowa z Gildartsem,
propozycja pojedynku i walka z Laxusem. Uśmiech sam wpłynął na jej usta.
Nagle do sali wpadła grupka osób. Na
przedzie przepychali się Natsu i Kai. Zaraz za nimi do środka weszły Erza,
Lucy, Wendy i Tsubaki. Jako ostatni próg przekroczył Gray.
-Nemuś?!- wrzasnęli równocześnie Dragneel i Kuroi.- Nic ci
nie jest?!
- Nie, wszystko gra.- odparła, siadając na łóżku.
- Nemu-san, muszę cie zbadać. Mogłabyś się położyć?-
poprosiła Marvell.
- Daj spokój, Wendy. Nic mi nie jest.- upierała się różowo
włosa, jednak widząc wzrok brata skapitulowała i poddała się badaniu.
- Wszystko w porządku.- oznajmiła granatowowłosa.
- Nemu…- zaczęła Tytania.- Możemy pogadać w cztery oczy?
- Co?- Nemu przerwała niemą wojnę z koleżanką z drużyny.- A,
tak. Jasne.
Jednym
mrocznym spojrzeniem najsilniejsza kobieta w Fairy Tail wyprosiła resztę
towarzystwa. Usiadła naprzeciw Smoczej Zabójczyni i wbiła w nią wzrok.
- Czy ty wiesz, jak wszyscy przez ciebie cierpieli?!- ryknęła
nagle.- Myśleliśmy, że nie żyjesz! Natsu przez dobre dwa miesiące chodził jak
struty! Juvia prawie cały czas płakała, a Eris nic nie robiła! Nic, tylko
siedziała przed gildią i czekała, aż wrócisz!
- Przepraszam. Ja… To była moja wina. Ta cała wojna.-
szepnęła, kuląc się i przełykając łzy.- Myślałam, że mnie nienawidzicie.
- Więc uciekłaś?! Nie wyobrażasz sobie ulgi, jaką odczuliśmy,
kiedy napisałaś, że żyjesz! Wszyscy cię szukali! Natsu i Laxus nie chcieli
przyjąć do wiadomości, że nie chcesz wracać!
- Ale w końcu odpuścili.- zauważyła magini księżyca.-
Zapomnieli. Tak jak wszys…- przerwała, kiedy dłoń Scarlet, z głośnym
plaśnięciem, uderzyła o jej policzek. Zaskoczona, dotknęła piekące go miejsca.
- Zapomnieli?! Czy ty siebie słyszysz?!- wściekła
szkarłatnowłosa złapała przyjaciółkę za ramiona i potrząsnęła.- Jak moglibyśmy
zapomnieć o jednej z nas? O osobie, za którą mogliśmy oddać życie? I która
zrobiłaby to samo dla nas? Nemu, jesteś jak siostra dla każdego w gildii. Nigdy
więcej nie gadaj takich głupot.
- Przepraszam, Er-chan. Przepraszam!- pierwsze słone krople
spłynęły po policzkach Nemu.
Przez kilka
minut siedziały w ciszy, podczas której rożowowłosa dochodziła do siebie. Kiedy
się w końcu uspokoiła, spojrzała na koleżankę, uśmiechając się z
podziękowaniem.
- Co robiłaś podczas tych czterech lat?- zapytała Erza z
zaciekawieniem w oczach.
- Głównie wykonywałam proste zadania, jako wolny strzelec. I
oczywiście podróżowałam po całym Fiore. Najdłużej posiedziałam w Crocus, bo
jakieś dwa miesiące.- odparła Smocza Zabójczyni.- Musze podziękować Stingowi za
ochrzan. Namówił mnie do powrotu.
- No musisz, musisz. A tak właściwie, dlaczego przed gildią
jest krater?- brązowooka zmieniła temat.
- Pozostałość po mojej potyczce z Laxusem.- młoda Dragneel
wyszczerzyła zęby.- To wina Gildartsa!- wrzasnęła, kiedy rozmówczyni rzuciła w
nią poduszką.
- Walczyłaś z Laxusem i nic nie mówiłaś?!- dziewczyna w zbroi
poderwała się na nogi.
- A co miałam mówić? Gildarts postawił mi warunek. Miałam
wygrać pojedynek i na przeciwnika wybrał mi Laxusa. To tyle.- zakończyła
wyjaśnienia.
- Tylko?- upewniła się Tytania.- Do diabła z tobą. Idziemy na
dół?- zaproponowała, a różowo włosa pokiwała energicznie głową.
piątek, 25 lipca 2014
Iron Man: Armored Adventures: Część 1
Zdążyłam. Dzisiaj krótko. Zapraszam na bloga przyjaciółki: Inni z tego świata i nie tylko.
Shuja: A co do opowiadania. Małe sprostowanie: Star jest kuzynką Tony'ego. Wychowywali się razem.
Data następnego rozdziału: 08.08.14
Do napisania.
Shuja: A co do opowiadania. Małe sprostowanie: Star jest kuzynką Tony'ego. Wychowywali się razem.
Część 1
# Pepper #
Biegłam najszybciej przed siebie
najszybciej jak tylko mogłam. Star dzwoniła, że, razem z Tony’m i Rhodey’m,
czeka na mnie przy Stark Tower. Zupełnie zapomniałam, że mamy iść razem do
kina. Ja i moja przyjaciółka od dawna planowałyśmy wybrać się na ten film, ale
okazało się, że bilety zostały już wyprzedane. Po raz kolejny przekonałam się,
że nie należy wątpić w Stark’ówne. Nie wiem, jakim cudem, ale załatwiła wejścia
na pokaz premierowy.
Przebiegałam właśnie przez ulice,
kiedy ktoś krzyknął. Usłyszałam pisk opon i poczułam mocne uderzenie. Upadłam
na ulice i pogrążyłam się w ciemności.
# Starfire #
Po raz setny zerknęłam na zegarek,
odganiając kuzyna niecierpliwym ruchem ręki. Gdzie ta Pepper?! Droga od jej
domu do Stark Tower zajmuje 10, góra 15, minut, a minęło już pół godziny.
Chwile temu Rhodey poszedł do domu, więc zostałam sama z Tony’m. Wyciągnęłam komórkę
i wybrałam numer przyjaciółki. Odebrała po drugim sygnale.
Star: Hej,
Pep! Gdzie jesteś?! Seans zaczyna się za pięć minut!
- Mówi
Thomas Potts. Jestem ojcem Virginii.
Star: Ups.
Przepraszam. Jest może gdzieś obok?
- Miała
wypadek. Leży w szpitalu przy Central Parku.
Słysząc
rozpacz w jego głosie, byłam pewna, że mówi poważnie. Zszokowana upuściłam
telefon. Urządzenie uderzyło o chodnik i rozpadło się na kawałki.
Tony: Stało się coś?
Star: Pepper… Ona… Miała wypadek. Leży w szpitalu.
Mój kuzyn
spojrzał na mnie zdziwiony.
Tony: Gdzie?!
Nie
odpowiedziałam. Złapał mnie za ramiona i potrząsnął mocno.
Tony: Star! Gdzie?!
Star: Przy Central Parku.
Ruszył w
tamtym kierunku, ale kiedy zauważył, że dalej stoję jak słup, cofnął się i
pociągnął mnie za kołnierz. Zagubiona ruszyłam za nim.
~ 5 minut później ~
# Tony #
Wpadłem do szpitala, ciągnąc kuzynkę
za kołnierz. Byłem zdenerwowany. W mojej głowie cały czas tłukły się słowa
Star: „Pepper. Wypadek. W szpitalu.”. Już z daleka zauważyłem jej ojca i
pobiegłem tam.
Tony: Co z
nią?
Mężczyzna spojrzał na nas i
zmarszczył brwi. W jego oczach dostrzegłem rozpacz.
- Operują
ją.
Star zsunęła się po ścianie i
złapała za włosy. Sam byłem na siebie wściekły. Mogłem iść po nią, a nie
sprzeczać się z kuzynką. Nagle rozdzwoniła się moja komórka. Spojrzałem na
wyświetlacz. Rhodey.
Tony: No?
Rhodey: Gdzie
wy, u licha, jesteście? Dzwoniłem do Star, ale nie odbierała. Znów wpakowała
się w kłopoty?
Bez słowa podałem sprzęt dziewczynie.
Podniosła się i odeszła kawałek, a ja wbiłem wzrok w drzwi Sali. Po jakichś 10
minutach ze środka wyszedł lekarz.
Tony: Co z
Pepper?
Lekarz: Z
kim?
Star: Z
Virginią.
Lekarz:
Jesteście kimś z rodziny?
- Jestem jej
ojcem.
Lekarz:
Operacja przebiegła pomyślnie. Udało nam się opanować krwotok. Jest nadal
nieprzytomna.
Tony: Można
do niej wejść?
Lekarz:
Tylko rodzina.
Doktor odszedł, a pan Potts wszedł
do Sali. Ruszyłem za nim, ale ktoś szarpnął mnie do tyłu.
Rhodey:
Tony, my nie możemy tam wejść.
Przekląłem głośno, a Star posłała mi
karcące spojrzenie. Włożyłem ręce do kieszeni i, razem z przyjacielem i
kuzynką, opuściłem szpital. Skierowałem się do zbrojowni. Przez całą drogę
panowała niecodzienna cisza, zważając na fakt, że towarzyszyła na ta gadatliwa
wariatka. Będąc już w środku, podszedłem do jednej z wielu zbroi. Zrobiłem ją
specjalnie dla Pepper, ale jeszcze nie miałem okazji jej tego pokazać.
Star: Prezent
dla Pepper. Nazwa robocza to…
Uśmiechnąłem się delikatnie.
Tony:
Rescue.
Star: Fajnie
brzmi. Spodoba jej się.
Rhodey: Nie
chce przeszkadzać, ale mamy napad n bank. Może byście się ruszyli.
Data następnego rozdziału: 08.08.14
Do napisania.
piątek, 11 lipca 2014
Ao no Exorcist: Rozdział 1
Witam! Zgodnie z obietnicą coś nowego. Czyta to ktoś jeszcze? Chyba nie bardzo. No ale dalej będę pisała. dzisiaj rozdział z dedykacją dla mojej kuzynki Oliwii. Mam nadzieje, że ci się spodoba.
Data kolejnego rozdziału: 25.07.14
Do zobaczenia!
Rozdział 1
Głośny,
charakterystyczny pisk wyrwał Rei ze snu. Zdenerwowana walnęła ręką w budzik,
który przeleciał prze cały pokój i rozbił o przeciwległą ścianę. Dopiero
to obudziło ją do końca. Spojrzała na
szczątki urządzenia i westchnęła.
- To 20 budzik w tym miesiącu. Tata mnie zabije.- szepnęła.
Podniosła
się i rozejrzała po sypialni. Mimo iż wprowadziła się dopiero wczoraj, pokój
już wyglądał jak po przejściu tornada.
- Taa… Trzeba tu posprzątać.- jęknęła.- Ale to potem. Musze
sobie znaleźć przewodnika.- dodała po chwili.
Ubrała się i
opuściła sypialnie. Spacerując po pustych korytarzach, rozglądała się za
jakimkolwiek człowiekiem. W końcu została prawie staranowana przez jakiegoś
ciemnowłosego chłopaka. Wpadł na nią i przetoczyli się kilka metrów. Swoją
„podróż” zakończyli w dość niekorzystnej sytuacji. Brunet leżał na niej,
przyciskając ją swoim ciężarem do posadzki. Ich twarze dzieliły milimetry. Ona
obejmowała go za szyje i czuła na policzkach jego ciepły oddech. Wpatrywali się
w swoje oczy, tonąc w swoich spojrzeniach.
Z tego
swoistego transu wyrwały ich kroki. Niewiele myśląc, Rei wymierzyła mu policzek
i zepchnęła go z siebie. Usiadła i spojrzała na niego.
- Ała! To piecze! Mogłaś być delikatniejsza?!- warknął,
masując czerwony policzek.- Kim ty w ogóle jesteś? I co tu robisz?
- Kolejno: Ketsuki Rei. Szukam przewodnika.- odparła
zwięźle.- A ty to niby kto?
- Zaraz, zaraz. TY jesteś Ketsuki Rei?!- zszokowany zamrugał
kilka razy.- TY jesteś egzorcystą najwyższej klasy?!
- Po pierwsze: może trochę ciszej? Po drugie: tak, to ja. I
po trzecie: powtarzam: kim jesteś?- założyła ręce na piersiach.
- Wow. Ciężko uwierzyć, że tak potężnym egzorcysta jest
dziewczyna.- oznajmił.
- Szowinista!- wrzasnęła, zrywając się na nogi.
- Feministka się znalazła!- prychnął, również wstając.
- A co?! Masz z tym jakiś problem?!- krzyknęła z diabelskim
błyskiem w oku.
- Nie, nie, nie.- zaprzeczył gwałtownie.- A tak w ogóle
jestem Okumura Rin.- przedstawił się.- Jak chcesz mogę cię oprowadzić.-
zaproponował.
- Chętnie.- uśmiechnęła się, a Rin wbrew sobie pomyślał, że
ma naprawdę słodki uśmiech.
Data kolejnego rozdziału: 25.07.14
Do zobaczenia!
piątek, 27 czerwca 2014
Tora z Duchów: 3
I kolejny fragment Tory. Nudne jak flaki z olejem. Krótkie i kiepsko opisane. mam problem z opisaniem walki. Dedykacja dla Uli i Pieguska.
Data kolejnego rozdziału: 11.07.14
Chyba, że się rodzinka zjedzie.
3
Podskoczyłam
kilka razy w miejscu. No i gdzie ta mała? Boże! Jak ja nie lubię czekać!
Większość członków zakonu zasiadła na trybunach, dyskutując i obstawiając, kto
wygra.
- Hej, Tora!- wrzasnął Josh, wysoki blondyn o radosnych
szarych oczach.
- Co?- odkrzyknęłam ze śmiechem.
- Nie bądź za ostra dla młodej!
Uśmiechnęłam
się delikatnie i wyciągnęłam miecz.
- Będę uważać!- obiecałam.
Wtedy do
środka weszła Taylor. Stanęła naprzeciwko i wyjęła sztylet. Ruszyła do ataku,
celując w serce. Nagle rozpłynęła się w powietrzu. Osz, w mordę! To jednak nie
będzie takie łatwe. Mocne kopnięcie w plecy zwaliło mnie z nóg. Przetoczyłam
się kawałek. Leżąc twarzą w dół, zaczęłam gorączkowo obmyślać plan działania.
Serce waliło mi jak młotem, a ciało oblewał zimny pot. Panika…
- Tora.- spokojny głos Sivy ukoił moje skołatane nerwy.-
Uspokój się. Wciąż możesz ją pokonać.
Odetchnęłam
głęboko i przymknęłam oczy. Mam ją… Jej zapach, oddech, bicie serca. Celuje w
biodro. Szybkim ruchem podcięłam jej nogi i wbiłam pięść w brzuch. Nie
pozostała mi dłużna i sztyletem zadrasnęła mój policzek. Cięłam w nogę, ale
kopnęła mnie w splot słoneczny. Odleciałam kawałek i straciłam na chwilę
oddech. Nie! Nie mogę przegrać…
Nagle Taylor
znalazła się przy mnie i wbiła mi ostrze w brzuch. Krzyknęłam krótko, a ona
zniknęła. Podniosłam się na nogi i przycisnęłam palce do rany.
- Muszę działać szybko.- szepnęłam i natarłam na
przeciwniczkę.
W mgnieniu oka znalazła się za mną i cięła po
plecach. Odwróciłam się, próbując trafić w brzuch. Tylko ją zadrasnęłam. Szybko
traciłam siły.
- Tora, tracisz dużo krwi.- w głosie Sivy wyłapałam troskę.-
Poddaj się.
- Nigdy.- warknęłam i udało mi się trafić Taylor w ramię.
Zaskoczona straciła koncentrację.
Wykorzystałam moment i powaliłam ją na plecy. Przystawiłam czubek miecza do jej
gardła.
- Poddaję się.- oznajmiła, a ja cofnęłam się.
Zakręciło mi
się w głowie i powoli zapadłam się w mrok. Ostatnim co usłyszałam był
zdenerwowany głos Sivy:
- Trzymaj się, mała.
Data kolejnego rozdziału: 11.07.14
Chyba, że się rodzinka zjedzie.
Fairy Tail: 4 lata: Rozdział 1
Zgodnie z obietnicą. Udało mi się coś wstawić. Co znaczy, że rodzice są zadowoleni z mojej średniej.
Shija: Za dużo gadasz.
Tak. Tak. Już to gdzieś słyszałam.
Shija: Ty się lepiej bierz do roboty. Leń parszywy.
Kolejny raz to słyszę. Dedykacja dla Magdy.
Zaraz wstawie jeszcze coś. Liczę na komentarze.
Shija: Za dużo gadasz.
Tak. Tak. Już to gdzieś słyszałam.
Shija: Ty się lepiej bierz do roboty. Leń parszywy.
Kolejny raz to słyszę. Dedykacja dla Magdy.
Rozdział 1
Mimo iż nie
minęło jeszcze południe, w gildii już panował ogromny rozgardiasz. Wszędzie
latały meble i, niekiedy, magowie. Kiedy kolejny z kolei kufel roztrzaskał się
na jego plecach, wstał i skierował się do drzwi. Pchnął ciężkie drewno, które
uderzyło w coś po drugiej stronie. Rozejrzał się i zauważył dziewczynę,
zbierającą się z ziemi przy ogromnym dębie. Nie potrzebował dużo czasu, by ją
rozpoznać. Wystarczyły mu jej różowe włosy i duże, ciemnozielone oczy.
- Nemu…- szepnął. Nie miał wątpliwości.
Zaraz za nim
z gildii wybiegła jego dziewczyna Cana. Tak jak on, stanęła zszokowana.
- Niemożliwe! Ty nie żyjesz!- krzyknęła nagle.
Z budynku
zaczęli wychodzić inni, zwabieni krzykami. Wszyscy reagowali tak samo.
Stała
naprzeciw swoich przyjaciół, swojej rodziny i, skrępowana, miętoliła w dłoniach
kraniec szalika. Nerwy zżerały ją od środka. Może to jednak nie był najlepszy
pomysł. Zanim zdążyła rozerwać gnieciony rąbek, na szyje rzuciła jej się Juvia.
- Nemuś!- krzyknęła, lądując wraz z przyjaciółka na ziemi.
Łzy
niebieskowłosej moczyły jej ramię. Patrzyła w bezchmurne niebo, czując, że
zaraz sama się popłacze. Nad nią latały dwa Exeedy. Niebieski i brązowy. Happy
i Eris. Oba wypuszczały z siebie fontanny łez. Wiedziała, że więcej nie wytrzyma.
Wybuchła głośnym śmiechem, a po
policzkach spłynęły słone krople. Reszta w końcu otrząsnęła się z szoku i, z
radosnymi okrzykami, otoczyli leżące dziewczyny.
- Co tu się wyrabia?!- głos Gildartsa uspokoił magów. Tłum rozstąpił się, dopuszczając go do,
stojącej w środku, postaci.
- Niesamowite.- zaskoczony mężczyzna przyjrzał się jej.- Ty
nadal żyjesz.
- Yo, Gildarts.- przywitała się, ocierając łzy.- Choć może
powinnam mówić „mistrzu”.
- Bardzo zabawne.- zaczął, mierząc ją wzrokiem.- Dlaczego
wróciłaś?
- Chcę wrócić w szeregi gildii.- odparła, poważniejąc.
- Nemu…- wymawiając jej imię, westchnął cicho.- Minęły cztery
lata. Myślisz, że tak od razu cię przyjmę?
- Ale…- zająknęła się.- To mój dom. Moja ro…
- Mam pomysł.- przerwał jej, uśmiechając się podstępnie.-
Urządzimy pojedynek. Wybiorę ci przeciwnika i, jeśli wygrasz, zostaniesz. Jeśli
nie, pomyślę nad tym.- oznajmił, zacierając dłonie.
Milczała,
trawiąc jego słowa. Czy on mówi poważnie?! Nie wróciła, żeby walczyć z swoimi
nakama. Jednak… Westchnęła.
- Zgoda.- przystała na jego propozycje, rozglądając się po
magach.
- Wspaniale. Laxus, chodźże tu! Cała reszta cofnąć się!-
krzyknął Clive, samemu się wycofując.- Zaczynajcie!- z tym jednym słowem dwójka
magów ruszyła na siebie.
Początkowo
mierzyli się jedynie w walce wręcz. Może brakowało jej siły, ale była od niego
mniejsza i szybsza. Unikała jego ataków, czekając na dogodny moment na
kontratak. Zanim jednak takowy nadszedł, blondyn powali ją na ziemie i
unieruchomił jej nadgarstki. Zaklęła i nabrała powietrza. Dosyć cackania.
- Ryk Księżycowego Smoka!- wrzasnęła, wypuszczając z ust
ogromny strumień srebrnego światła.
Atak wysłał
go w powietrze, a ona nie czekając, aż spadnie, wyskoczyła w górę. Kiedy
znalazła się nad nim, skrzyżowała ramiona.
- Atak Skrzydłem Księżycowego Smoka!- zaatakowała, lecącego w
dół chłopaka.
Wbił się w
ziemie, tworząc w bruku sporą dziurę, a ona wylądowała na krawędzi, cudem nie
wpadając do środka. Podniósł się, a jego ciało otoczyły błyskawice. Wyskoczył z
krateru i zaatakował ją wiązką piorunów.
Porażona
prądem, krzyknęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Upadła i skuliła
się. Zbliżył się do niej, złapał za włosy i uniósł do góry. Pięścią, otoczoną
wyładowaniami, uderzył ją w brzuch. Obdarzyła go grymasem uśmiechu i zacisnęła
pięści.
-Sekretna Technika Smoczego Zabójcy Księżyca: Srebrzysta
Lilia: Pieśń Andromedy!- z jej dłoni wypłynęły srebrne pięciolinie i obwiązały
ją i jej przeciwnika. Zaczęła śpiewać w smoczym języku, a z każdym słowem blask
dookoła przybierała na sile. Po kilku sekundach wszystko eksplodowało, a Laxus
przebił się przez jedną ścianę gidii.
- Niszczy mi gildie, jak Natsu.- jęknął Gildarts.
- No cóż…- westchnęła, stojąca obok, Mira.- W końcu są
rodziną.
- Na szczęście to tylko jedna dziura.- mina mężczyzny zrzedła,
gdy Dreyar wyważył drzwi, wracając do walki.- Zamorduje ich.
Zaklęła cicho, kiedy znów ruszył na nią.
Powoli kończyła jej się cierpliwość.
-Koniec zabawy.- warknęła.- Sekretna technika Smoczego
zabójcy Księżyca: Srebrzysta Lilia: Księżycowy Armagedon!- wszystko
pociemniało, a nad walczącymi pojawiła się ogromna księżycowa tafla, z której
wystrzelił słup jasnego światła. Bruk w pobliżu popękał i uniósł się w górę, a
obserwujących pojedynek członków gildii odrzuciło. Kiedy wszystko wróciło do
normy, wszyscy ujrzeli ogromny krater, a na jego dnie nieprzytomnego blondyna i
klęczącą na ziemi Nemu.
Wpatrywała
się w nieprzytomnego chłopaka z niedowierzeniem. Coś za łatwo jej poszło.
Uniosła w górę pięść. Zaraz sama padła na ziemie, tracąc kontakt z
rzeczywistością. Była wyczerpana.
Zaraz wstawie jeszcze coś. Liczę na komentarze.
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Tora z Duchów: 2
Witam znowu. I kolejna dłuższa przerwa. Sorka. No nic wstawiam kolejny rozdzialik.
2
- Tora,
musimy pogadać.- słysząc Sive, odłożyłam czytaną książkę i wzięłam miecz z
biurka.
- O co
chodzi?- spytałam, siadając na łóżku.
-O turniej.
Naprawdę chcesz wziąć w tym udział?- ta niepewność w jego głosie ciut mnie
zaskoczyła.
- Tak. Chcę pokazać,
że nie jestem taka słabiutka.- wyjawiłam po chwili namysłu.
- Kto
powiedział, że jesteś słaba?- gdyby mógł, zapewne spojrzałby na mnie jak na
idiotkę.
- Nikt.-
wzruszyłam ramionami.- Chce sobie coś udowodnić.
- Nie
przekonam cię.- westchnął ze zrezygnowaniem.- Możesz na mnie liczyć.
Zamrugałam parę razy. Czy ja dobrze
słyszę? Siva oferuje mi swoją pomoc? Mam chyba omamy.
- Dziękuje.-
uśmiechnęłam się delikatnie i, uprzednio zawieszając miecz na plecach,
opuściłam sypialnie.
Idąc do auli, nuciłam wesoło pod
nosem. O tej porze na korytarzach kompleksu panował tłok. Spora część młodszych
powtarzała przed zajęciami. W końcu nie mogliśmy opuszczać terenów Zakonu, więc
to tu kończyliśmy szkołę i studiowaliśmy. Dopiero, kiedy starszyzna ogłaszała,
że dana osoba była po szkoleniu, mieliśmy możliwość powrotu do zwykłego świata.
Ci, którzy decydowali się zostać, byli nazywani Strażnikami.
Podeszłam do stolika i wpisałam
swoje nazwisko na liste.
-
Tora-senpai?- usłyszałam i odwróciłam się.
Za mną stały dwie dziewczyny, rok
czy dwa młodsze. Jedna nazywała się Taylor, a druga Brianna. Chyba…
- Cześć.
Stało się coś?- spytałam.
Ta pierwsza spłonęła rumieńcem i
spojrzała na mój miecz.
- Czy
Siva-san chciałby ze mną potrenować?- wymamrotała, a ja podrapałam się po
głowie. Kolejna. Czy każda panna, oprócz mnie buja się w Sivie? Matko, to chyba
ósma w tym tygodniu.
- Wiesz…- z
zakłopotaniem zaczęłam skubać bransoletkę.- Ostatnio nie chciał ze mną
trenować, ale może z tobą poćwiczy.- zanim zdążyłam, chociażby dotknąć
pokrowca, on pojawił się obok.
Taylor przypominała teraz dojrzałego
pomidora. Brianna spojrzała na nas z ogniem w oczach.
- Taylor
wyzywa was na Pojedynek Ognia!- wrzasnęła, a ja westchnęłam.
Pojedynek Ognia był tradycją Zakonu.
Walczący stawiali na szali swoje bronie, czyli mogłam stracić Sive. Od początku
mojej kariery miałam już 65 wyzwań, ale jeszcze nie przegrałam. Nigdy też nie
odbierałam przeciwnikowi broni.
- To
prawda?- zimny głos mojego partnera sprowadził mnie na ziemie. Czerwona
dziewczyna skinęła głową. Spojrzeliśmy na siebie.- Wyzwanie przyjęte.- brunet
odetchnął ciężko.- Za pół godziny na arenie.- dodał na odchodne. Odszedł od
nas, ale kiedy zdał sobie sprawę, że nie idę za nim przystanął.- Tora! Ruchy!
- Tak, tak.
Idę.- dogoniłam go i ruszyliśmy na arenę.
Data nowego rozdziału: 27.06.14.
Postaram się dotrzymać obietnicy. Jeśli cos by się stało zawiadomię.
czwartek, 22 maja 2014
Z dziennika Ayane: Fragment 1
Witam. Długo mnie nie było. Ciekawe czy ktoś jeszcze czyta tego bloga.
Shija: Ja sądzę, że nie. Poza tym smęcisz, że cię coś rozkłada, a zamiast leżeć siedzisz na komputerze. I gdzie tu sens?
Cichaj. Nikt cię o zdanie nie pytał. A tak w ogóle głowa mnie boli.
Shija: To wyłącz to wycie, albo chociaż ścisz.
Po pierwsze: to nie wycie. Tylko Hunter. Po drugie: mam zatkane uszy, więc jak ściszę to nie będę nic słyszeć. Dobra, kończmy ta dziwną dyskusje. Dedyk dla Uli i Agaty W.
Długie to wyszło.
Shija: Taa... 5 stron w Wordzie.
No nic. Do następnego.
Shija: Ja sądzę, że nie. Poza tym smęcisz, że cię coś rozkłada, a zamiast leżeć siedzisz na komputerze. I gdzie tu sens?
Cichaj. Nikt cię o zdanie nie pytał. A tak w ogóle głowa mnie boli.
Shija: To wyłącz to wycie, albo chociaż ścisz.
Po pierwsze: to nie wycie. Tylko Hunter. Po drugie: mam zatkane uszy, więc jak ściszę to nie będę nic słyszeć. Dobra, kończmy ta dziwną dyskusje. Dedyk dla Uli i Agaty W.
Fragment 1
- Jane, Aya-chan.- usłyszałam za sobą wychodząc ze szkoły.
- Hai, hai. Jane.- odpowiedziałam, uśmiechając się słodko. A
że zamiast patrzeć, gdzie idę, spoglądałam na przyjaciółki, to wpadłam na
kogoś.- Zimno.- mruknęłam, kiedy wylądowałam na śniegu.
- Sorka. To niechcący.- słysząc znajomy głos, skrzywiłam się.
Tylko nie on. Błagam, tylko nie Kouta. Jak ja go nienawidzę.- Nic ci nie jest,
Ayane?
- Nie, nie. Nie musisz się martwić, Kouta-kun.- odparłam,
cudem opanowując sarkazm. Wyciągnął do mnie dłoń i pomógł mi wstać.- Arigato.-
uśmiechnęłam się i odbiegłam. Byle jak najdalej od niego…
Po półgodzinie dotarłam do swojego
domu. Otworzyłam furtkę i weszłam do ogrodu. Idąc uliczką, odpowiadałam na
powitania ochroniarzy, pracujących w firmie ojca.
Słówko o mojej rodzinie. Mój ojciec
jest właścicielem ogromnej firmy ochroniarskiej „Ayazawa Company”. Ma na imię
Tsubasa i, tak jak ja, ma rude włosy. Jest wysoki i baaardzo postawny. To po
nim mam ten pyskaty i sarkastyczny styl bycia, ale jeśli chcemy potrafimy być
uprzejmi. Mimo wyczerpującej pracy, zawsze znajdzie czas na uspokajanie mnie i
moich braci.
Moja matka to Mitsuki. Nie pracuje, woli zajmować się domem.
Ma 43 lata, ale wygląda na 25. Zawsze znajdzie czas by mi doradzić. Oprócz tego
podejrzewam u niej anielską cierpliwość, bo to zawsze ona przychodziła na
wezwania dyrektora po moich bójkach. Nie lubi mieszać się w sprawy firmy. Jej
włosy są czarne jak smoła, a oczy mają kolor lawendy, zupełnie jak moje. Uczyła
się na makijażystkę i fryzjerkę, więc to zawsze ona przygotowuje mnie na
imprezy.
Jak wcześniej wspominałam mam braci. Dwóch. Starszy nazywa
się Haru i wygląda podobnie do nasze matki. Często się kłócimy, bo mamy
identyczne charaktery. Mimo wszystko dba o mnie jak mało kto. Jakbym sama nie
umiała się obronić.
Młodszy ma na imię Hiroki. Jest kopią naszego ojca, czyli
rude włosy i stalowoszare oczy. Uwielbia doprowadzać mnie do szału i oglądać
filmy szpiegowskie. Jest ode mnie dwa lata młodszy, co wykorzystuje, jak tylko
może. Jako jedyny w rodzinie nie jest utalentowany plastycznie, za to nieźle
śpiewa. Boże! Co ja gadam?! Jest genialny.
Otworzyłam drzwi i, po przywitaniu z
matką, ukryłam się w moim pokoju. Rzuciłam torbę pod biurku i padłam na łóżko.
Ciesząc się spokojem, spoglądałam na niedokończony obraz. Znów brakowało
twarzy. No nic, jak czegoś niewymyślne to wsadzę go do „składziku”.
Panującą ciszą nie cieszyłam się
długo, bo do mojego pokoju wpadł Haru.
- Hej, młoda!- wrzasnął na powitanie.- Zabieram cię dziś na
imprezę.
- Że co?!- oburzona, usiadłam na łóżku.
- No co?- spytał.- kojarzysz Lucy, nie?- kiwnęłam głową.
Oczywiście, że znałam tą gadatliwą blondynkę, do której od 3 miesięcy wzdycha
mój brat- No bo rozmawiałem z nią i powiedziałem, że zabieram młodszą siostrę
do klubu. Zapytała mnie czy może iść z nami i tak wyszło.- ukucnął przy mnie i
złapał za ręce.- To co? Pomożesz mi?- wlepił we mnie oczy szczeniaka.
Dlaczego ja jestem dla niego taka
dobra? Już sama nie wiem.
- Zgoda.- spuściłam głowę.- A teraz… Wynoś się zanim połamię
ci kości!- wydarłam się i wykopałam go za drzwi.
- Demon.- usłyszałam jeszcze jego głośny jęk.
- Dureń.- odpyskowałam.
Wróciłam na poprzednie miejsce i
gapiłam się tępo w sufit.
### Wieczorem ###
Dlaczego ja się na to zgodziłam?!
Jakby nie dość, że Hiroki uznał, że warto ze mnie pożartować i popodmieniał mi
farby, przez co obraz do szkoły nadaje się do śmieci, to jeszcze musiałam
wcisnąć się w tą czarną spódniczkę i srebrny top. No i jeszcze te buty… Grrr…
Długie kozaki na obcasach. Złamie nogę jak nic.
-Ayaś.- jęknął po raz kolejny Haru.- Idziemy?
- Chwila.- odpowiedziałam rozdrażniona.
Raz jeszcze spojrzałam na moje
odbicie i zeszłam na dół.
- Wow. Aya, wyglądasz… Wow.- skomentował.- Pierwszy raz widzę
cie w rozpuszczanych włosach. Chyba…
Prychnęłam i pokręciłam głową.
- Idziemy?- spytałam, zakładając krótką, białą kurtkę z,
obszytym futrem, kapturem.
Pokiwał głową i otworzył przede mną
drzwi. Wzniosłam oczy do nieba. Za jakie grzechy ja muszę tam iść? Podeszliśmy
do samochodu „mojego braciszka”. Czarny lakier sportowego Audi błysnął w
świetle latarni. Otworzyłam drzwi i wsiadając, uderzyłam głową w ramę. Opadłam
na fotel pasażera, przyciskając dłonie do czaszki. On zajął miejsce kierowcy,
chichocząc pod nosem. Zgromiłam go wzrokiem.
-Jedź, a nie się śmiejesz.- warknęłam.
- Już, już, Ayaś.- odparł, odpalając silnik i wyjeżdżając z
podwórza.
Podjechaliśmy pod dom Lucy. Blondynka
czekała na nas na werandzie. Wysiadłam z auta i pomachałam jej.
- Siemka.- przywitałam się.- Ayane jestem. Siostra Haru.
- Cześć. Lucy. Myślałam, że będziesz młodsza. Ile ty masz
lat?- zapytała, podchodząc do samochodu.
- 16.- wyjaśniłam.- Ale Haru lubi traktować mnie jak dziecko.
Wsiadaj.- rzuciłam, otwierając drzwi i siadając na tylne siedzenie.
Ukochana
mojego brata zajęła miejsce pasażera i wdała się w rozmowę z brunetem. Znudzona
oparłam głowę o zagłówek i oddałam się myślą.
Kiedy w
końcu dojechaliśmy pod klub, wysiadłam z samochodu i przeciągnęłam się. Brat
posłał mi ostrzegawcze spojrzenie. Że niby mam zachowywać się jak słodka
dziewczynka? Po moim trupie! Tu nie spotkam ludzi ze szkoły. Nie muszę być
plastikową Barbie. Aż mnie mdli po całym tygodniu udawania. Myślałam, że zwariuje.
Weszliśmy do
klubu i moi towarzysze udali się na parkiet. Poszłam za nimi. Chwile potańczyłam
i udałam się do baru.
Przyciągałam
wzrok. Jak zawsze zresztą. Często mi mówili, że jestem ładna. Tata nazywał mnie
swoim klejnotem w rodzinnej koronie. Czasem też porównywali mnie do róży.
Pięknej, ale chronionej kolcami.
Nagle poczułam
czyjąś dłoń na tyłku. Złapałam delikwenta za rękę i przerzuciłam go przez ramię.
- Zboczeniec.- prychnęłam wracając do brata. Lucy wpatrywała
się we mnie ze zdziwieniem.- No co?- spytałam.
- Jak ty to zrobiłaś?- wydusiła
- Może nie wygląda, ale Ayaś jest silniejsza niż niejeden
chłopak.- wyjaśnił Haru.
- No, a jak!- wyszczerzyłam zęby.- Może wrócimy, za nim ktoś
zadzwoni po rodziców.- zaproponowałam.
Wyszliśmy z
klubu i wsiedliśmy do auta. Odwieźliśmy Lucy i wróciliśmy do domu.
- Naprawdę nie mogłaś sobie odpuścić?- brat spojrzał na mnie
rozczarowany.
- Facet mnie macał.- skwitowałam zimnym głosem.- Co innego
miałam zrobić?
- Mogłaś zacząć krzyczeć jak normalna dziewczyna. Nie
musiałaś od razu używać siły.- zrugał mnie.
I co jeszcze?
Miałam może płakać? Za Chiny ludowe. Wyskoczyłam z samochodu i dumnym krokiem
weszłam do domu.
W wejściu zatrzymał mnie Jose, jeden z
ochroniarzy z firmy taty. Jeśli tu był, oznaczało to dużą robotę.
- Cześć, młoda. Szef cię szuka.- oznajmił.
- Siema, Jose.- przywitałam się.- Duża sprawa?
- Spostrzegawcza jesteś.- pochwalił się.- Dobry będzie z
ciebie ochroniarz.
Uśmiechnęłam
się i weszłam po schodach. Nie zawracając sobie głowy pukaniem, wparowałam do
gabinetu i, ignorując pozostałych mężczyzn, podeszłam do ojca, siadając mu na
kolanach.
Ogarnęłam wzrokiem
mężczyzn i ze zdziwieniem stwierdziłam, że w pokoju siedzi sześciu najlepszych
ludzi taty. Razem z Jose tworzyli elitę firmy i
skoro tu siedzieli, tylko upewniali mnie, że nie będę się nudzić.
Chwile później
dołączył siódmy najlepszy, a ja przesiadłam się na biurko. Tata wstał i podszedł
do okna.
- Dziś rano dostałem zlecenie ochrony na balu.- zaczął.-
Klient jest kimś bardzo ważnym i obawia się o bezpieczeństwo swojej rodziny.
Rozmawiałem z nim i dowiedziałem się, że pewni ludzie mogą wykorzystać bankiet
do swoich celów. Prosił o moich najlepszych ludzi, więc wysyłam was. Jakieś
pytania?- spytał, lustrując nas wzrokiem.
Marco,
postawny facet o łysej głowie i bliźnie na prawym policzku, wstał ze swojego
miejsca.
- Co tu robi ten dzieciak?- ruchem głowy wskazał na mnie, a
ja przez chwile zastanawiałam się, czy nie wyjąć z szuflady mojego Deserta Eaglea
0,50 i strzelić mu w łeb. Nikt nie będzie mówił o mnie „ten dzieciak”.
- To moja córka, Ayane, która przestanie próbować wyciągnąć
jej kochany pistolet z mojego biurka i zacznie słuchać.- spojrzał znacząco na
moją rękę, którą właśnie sięgałam do jednej z szuflad.- Pomoże nam w ochronie.
- Ma świetne oko.- wtrącił Ivan, wiecznie uśmiechnięty
brunet.- Raz czy dwa widziałem ją w akcji i nigdy nie chybiła.
- Dzięki, Ivan.- zachichotałam.- Jeśli to już wszystko to
wracam do pokoju.- zeskoczyłam z biurka i ruszyłam do drzwi.
- Jutro o 15 jedziemy do klienta.- poinformował mnie tata,
kiedy stałam w drzwiach.
Długie to wyszło.
Shija: Taa... 5 stron w Wordzie.
No nic. Do następnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)