czwartek, 22 maja 2014

Z dziennika Ayane: Fragment 1

Witam. Długo mnie nie było. Ciekawe czy ktoś jeszcze czyta tego bloga.
Shija: Ja sądzę, że nie. Poza tym smęcisz, że cię coś rozkłada, a zamiast leżeć siedzisz na komputerze. I gdzie tu sens?
Cichaj. Nikt cię o zdanie nie pytał. A tak w ogóle głowa mnie boli.
Shija: To wyłącz to wycie, albo chociaż ścisz.
Po pierwsze: to nie wycie. Tylko Hunter. Po drugie: mam zatkane uszy, więc jak ściszę to nie będę nic słyszeć. Dobra, kończmy ta dziwną dyskusje. Dedyk dla Uli i Agaty W.






Fragment 1

- Jane, Aya-chan.- usłyszałam za sobą wychodząc ze szkoły.

- Hai, hai. Jane.- odpowiedziałam, uśmiechając się słodko. A że zamiast patrzeć, gdzie idę, spoglądałam na przyjaciółki, to wpadłam na kogoś.- Zimno.- mruknęłam, kiedy wylądowałam na śniegu.

- Sorka. To niechcący.- słysząc znajomy głos, skrzywiłam się. Tylko nie on. Błagam, tylko nie Kouta. Jak ja go nienawidzę.- Nic ci nie jest, Ayane?

- Nie, nie. Nie musisz się martwić, Kouta-kun.- odparłam, cudem opanowując sarkazm. Wyciągnął do mnie dłoń i pomógł mi wstać.- Arigato.- uśmiechnęłam się i odbiegłam. Byle jak najdalej od niego…

Po półgodzinie dotarłam do swojego domu. Otworzyłam furtkę i weszłam do ogrodu. Idąc uliczką, odpowiadałam na powitania ochroniarzy, pracujących w firmie ojca.

Słówko o mojej rodzinie. Mój ojciec jest właścicielem ogromnej firmy ochroniarskiej „Ayazawa Company”. Ma na imię Tsubasa i, tak jak ja, ma rude włosy. Jest wysoki i baaardzo postawny. To po nim mam ten pyskaty i sarkastyczny styl bycia, ale jeśli chcemy potrafimy być uprzejmi. Mimo wyczerpującej pracy, zawsze znajdzie czas na uspokajanie mnie i moich braci.

Moja matka to Mitsuki. Nie pracuje, woli zajmować się domem. Ma 43 lata, ale wygląda na 25. Zawsze znajdzie czas by mi doradzić. Oprócz tego podejrzewam u niej anielską cierpliwość, bo to zawsze ona przychodziła na wezwania dyrektora po moich bójkach. Nie lubi mieszać się w sprawy firmy. Jej włosy są czarne jak smoła, a oczy mają kolor lawendy, zupełnie jak moje. Uczyła się na makijażystkę i fryzjerkę, więc to zawsze ona przygotowuje mnie na imprezy.

Jak wcześniej wspominałam mam braci. Dwóch. Starszy nazywa się Haru i wygląda podobnie do nasze matki. Często się kłócimy, bo mamy identyczne charaktery. Mimo wszystko dba o mnie jak mało kto. Jakbym sama nie umiała się obronić.

Młodszy ma na imię Hiroki. Jest kopią naszego ojca, czyli rude włosy i stalowoszare oczy. Uwielbia doprowadzać mnie do szału i oglądać filmy szpiegowskie. Jest ode mnie dwa lata młodszy, co wykorzystuje, jak tylko może. Jako jedyny w rodzinie nie jest utalentowany plastycznie, za to nieźle śpiewa. Boże! Co ja gadam?! Jest genialny.

Otworzyłam drzwi i, po przywitaniu z matką, ukryłam się w moim pokoju. Rzuciłam torbę pod biurku i padłam na łóżko. Ciesząc się spokojem, spoglądałam na niedokończony obraz. Znów brakowało twarzy. No nic, jak czegoś niewymyślne to wsadzę go do „składziku”.

Panującą ciszą nie cieszyłam się długo, bo do mojego pokoju wpadł Haru.

- Hej, młoda!- wrzasnął na powitanie.- Zabieram cię dziś na imprezę.

- Że co?!- oburzona, usiadłam na łóżku.

- No co?- spytał.- kojarzysz Lucy, nie?- kiwnęłam głową. Oczywiście, że znałam tą gadatliwą blondynkę, do której od 3 miesięcy wzdycha mój brat- No bo rozmawiałem z nią i powiedziałem, że zabieram młodszą siostrę do klubu. Zapytała mnie czy może iść z nami i tak wyszło.- ukucnął przy mnie i złapał za ręce.- To co? Pomożesz mi?- wlepił we mnie oczy szczeniaka.

Dlaczego ja jestem dla niego taka dobra? Już sama nie wiem.

- Zgoda.- spuściłam głowę.- A teraz… Wynoś się zanim połamię ci kości!- wydarłam się i wykopałam go za drzwi.

- Demon.- usłyszałam jeszcze jego głośny jęk.

- Dureń.- odpyskowałam.

Wróciłam na poprzednie miejsce i gapiłam się tępo w sufit.

### Wieczorem ###

Dlaczego ja się na to zgodziłam?! Jakby nie dość, że Hiroki uznał, że warto ze mnie pożartować i popodmieniał mi farby, przez co obraz do szkoły nadaje się do śmieci, to jeszcze musiałam wcisnąć się w tą czarną spódniczkę i srebrny top. No i jeszcze te buty… Grrr… Długie kozaki na obcasach. Złamie nogę jak nic.

-Ayaś.- jęknął po raz kolejny Haru.- Idziemy?

- Chwila.- odpowiedziałam rozdrażniona.

Raz jeszcze spojrzałam na moje odbicie i zeszłam na dół.

- Wow. Aya, wyglądasz… Wow.- skomentował.- Pierwszy raz widzę cie w rozpuszczanych włosach. Chyba…

Prychnęłam i pokręciłam głową.

- Idziemy?- spytałam, zakładając krótką, białą kurtkę z, obszytym futrem, kapturem.

Pokiwał głową i otworzył przede mną drzwi. Wzniosłam oczy do nieba. Za jakie grzechy ja muszę tam iść? Podeszliśmy do samochodu „mojego braciszka”. Czarny lakier sportowego Audi błysnął w świetle latarni. Otworzyłam drzwi i wsiadając, uderzyłam głową w ramę. Opadłam na fotel pasażera, przyciskając dłonie do czaszki. On zajął miejsce kierowcy, chichocząc pod nosem. Zgromiłam go wzrokiem.

-Jedź, a nie się śmiejesz.- warknęłam.

- Już, już, Ayaś.- odparł, odpalając silnik i wyjeżdżając z podwórza.

Podjechaliśmy pod dom Lucy. Blondynka czekała na nas na werandzie. Wysiadłam z auta i pomachałam jej.

- Siemka.- przywitałam się.- Ayane jestem. Siostra Haru.

- Cześć. Lucy. Myślałam, że będziesz młodsza. Ile ty masz lat?- zapytała, podchodząc do samochodu.

- 16.- wyjaśniłam.- Ale Haru lubi traktować mnie jak dziecko. Wsiadaj.- rzuciłam, otwierając drzwi i siadając na tylne siedzenie.

            Ukochana mojego brata zajęła miejsce pasażera i wdała się w rozmowę z brunetem. Znudzona oparłam głowę o zagłówek i oddałam się myślą.

            Kiedy w końcu dojechaliśmy pod klub, wysiadłam z samochodu i przeciągnęłam się. Brat posłał mi ostrzegawcze spojrzenie. Że niby mam zachowywać się jak słodka dziewczynka? Po moim trupie! Tu nie spotkam ludzi ze szkoły. Nie muszę być plastikową Barbie. Aż mnie mdli po całym tygodniu udawania. Myślałam, że zwariuje.

            Weszliśmy do klubu i moi towarzysze udali się na parkiet. Poszłam za nimi. Chwile potańczyłam i udałam się do baru.

            Przyciągałam wzrok. Jak zawsze zresztą. Często mi mówili, że jestem ładna. Tata nazywał mnie swoim klejnotem w rodzinnej koronie. Czasem też porównywali mnie do róży. Pięknej, ale chronionej kolcami.

            Nagle poczułam czyjąś dłoń na tyłku. Złapałam delikwenta za rękę i przerzuciłam go przez ramię.

- Zboczeniec.- prychnęłam wracając do brata. Lucy wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem.- No co?- spytałam.

- Jak ty to zrobiłaś?- wydusiła

- Może nie wygląda, ale Ayaś jest silniejsza niż niejeden chłopak.- wyjaśnił Haru.

- No, a jak!- wyszczerzyłam zęby.- Może wrócimy, za nim ktoś zadzwoni po rodziców.- zaproponowałam.

            Wyszliśmy z klubu i wsiedliśmy do auta. Odwieźliśmy Lucy i wróciliśmy do domu.

- Naprawdę nie mogłaś sobie odpuścić?- brat spojrzał na mnie rozczarowany.

- Facet mnie macał.- skwitowałam zimnym głosem.- Co innego miałam zrobić?

- Mogłaś zacząć krzyczeć jak normalna dziewczyna. Nie musiałaś od razu używać siły.- zrugał mnie.

            I co jeszcze? Miałam może płakać? Za Chiny ludowe. Wyskoczyłam z samochodu i dumnym krokiem weszłam do domu.

             W wejściu zatrzymał mnie Jose, jeden z ochroniarzy z firmy taty. Jeśli tu był, oznaczało to dużą robotę.

- Cześć, młoda. Szef cię szuka.- oznajmił.

- Siema, Jose.- przywitałam się.- Duża sprawa?

- Spostrzegawcza jesteś.- pochwalił się.- Dobry będzie z ciebie ochroniarz.

            Uśmiechnęłam się i weszłam po schodach. Nie zawracając sobie głowy pukaniem, wparowałam do gabinetu i, ignorując pozostałych mężczyzn, podeszłam do ojca, siadając mu na kolanach.

            Ogarnęłam wzrokiem mężczyzn i ze zdziwieniem stwierdziłam, że w pokoju siedzi sześciu najlepszych ludzi taty. Razem z Jose tworzyli elitę firmy i  skoro tu siedzieli, tylko upewniali mnie, że nie będę się nudzić.

            Chwile później dołączył siódmy najlepszy, a ja przesiadłam się na biurko. Tata wstał i podszedł do okna.

- Dziś rano dostałem zlecenie ochrony na balu.- zaczął.- Klient jest kimś bardzo ważnym i obawia się o bezpieczeństwo swojej rodziny. Rozmawiałem z nim i dowiedziałem się, że pewni ludzie mogą wykorzystać bankiet do swoich celów. Prosił o moich najlepszych ludzi, więc wysyłam was. Jakieś pytania?- spytał, lustrując nas wzrokiem.

            Marco, postawny facet o łysej głowie i bliźnie na prawym policzku, wstał ze swojego miejsca.

- Co tu robi ten dzieciak?- ruchem głowy wskazał na mnie, a ja przez chwile zastanawiałam się, czy nie wyjąć z szuflady mojego Deserta Eaglea 0,50 i strzelić mu w łeb. Nikt nie będzie mówił o mnie „ten dzieciak”.

- To moja córka, Ayane, która przestanie próbować wyciągnąć jej kochany pistolet z mojego biurka i zacznie słuchać.- spojrzał znacząco na moją rękę, którą właśnie sięgałam do jednej z szuflad.- Pomoże nam w ochronie.

- Ma świetne oko.- wtrącił Ivan, wiecznie uśmiechnięty brunet.- Raz czy dwa widziałem ją w akcji i nigdy nie chybiła.

- Dzięki, Ivan.- zachichotałam.- Jeśli to już wszystko to wracam do pokoju.- zeskoczyłam z biurka i ruszyłam do drzwi.

- Jutro o 15 jedziemy do klienta.- poinformował mnie tata, kiedy stałam w drzwiach.



Długie to wyszło.
Shija: Taa... 5 stron w Wordzie.
No nic. Do następnego.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Tora z Duchów: 1

Witam serdecznie! Jak widzicie wzięłam się w garść i wstawiam kolejne opowiadanie.
Shija: To dość dziwne bo ostatnio myśli tylko o koncercie.
10 maja w Płocku zagra Perfect! Musze na to iść. Idzie ktoś ze mną?
Shija: Nie.
Ciebie nikt nie pytał. Rozdział dedykuje Martynie i Agacie W.




1

- Tora!- ignorując irytujący głos, przekręciłam się na drugi bok.- Tora, ty leniwa mendo!- słysząc obelgę, usiadłam na łóżku i grzmotnęłam Strażnika pięścią w nos.

- Czego?!- warknęłam.

- Za pięć minut na auli.- poinformował mnie.- Starszyzna chce coś ogłosić.- opuścił mój pokój, rzucając jeszcze ostrzegawcze spojrzenie.

            Niechętnie wyskoczyłam z pościeli i spojrzałam na mój miecz na biurku. Sądząc po tej niecodziennej ciszy, Siva nadal spał.

            A tak. Powinnam się przedstawić… Nazywam się Tora Kitsune i zdecydowanie nie jestem zwykłą dziewczyną. Należę do Zakonu Duchów, specyficznej organizacji, skupiającej ludzi wyjątkowych. Każdy z nas walczy bronią, o duszy człowieka. Do mnie trafił Demoniczne Ostrze Siva. Zdaniem Starszyzny oboje jesteśmy niezwykli. Ja jeszcze nie odkryłam swoich zdolności, a on potrafi przyjąć ludzką formę, z czego korzysta raz na ruski rok. Dodatkowo kompletnie nie potrafimy ze sobą współpracować i ciągle się kłócimy. Idealna para, nieprawdaż?

            W ekspresowym tempie umyłam się, ubrałam i związałam włosy. Kiedy wyszłam z łazienki, zauważyłam, opartego o biurko, chłopaka. Miał czarne włosy, zasłaniające jedno oko, i stalowoszare tęczówki. Ubrany był w skórzaną kurtkę, czarną bluzkę, ciemne spodnie, ozdobione łańcuchami, i glany. Wpatrywał się we mnie z rozbawieniem.

- Wychodzisz.- bardziej stwierdził niż zapytał.

- Zostajesz.- oznajmiłam i ruszyłam do drzwi. Gdy przechodziłam obok, złapał mnie za rękę i, najprościej w świecie, przeistoczył się w miecz.

            Westchnęłam głośno, wsadziłam go do pokrowca i zawiesiłam na plecach. Opuściłam pokój i udałam się do auli.

            Była to ogromna, okrągła sala, zwieńczona szklaną kopułą. Ściany obito czerwonym materiałem, białe płytki na podłodze lśniły czystością. Na środku stała scena, otoczona z każdej strony rzędami krzeseł. Na podium widniało siedem tronów, zarezerwowanych dla Starszyzny.

            Usiadłam na końcu i wbiłam spojrzenie w Starszych, czyli siódemkę najstarszych członków Zakonu. Zdążyłam w samą porę.

- Witam was, wybrańcy!- zaczął przewodniczący.- Obserwując wasze postępy, zdecydowaliśmy się zorganizować specjalny turniej. Zwycięzcy zostaną wcieleni do Strażników.- po sali przetoczył się szmer podniecenia, a moje oczy zabłysły. Turniej…- Zapisy są otwarte do końca tygodnia.- ruchem ręki wskazał nam stolik przy wejściu.- Dobrze to przemyślcie. To wszystko. Rozejść się.

            Podniosłam się i stanęłam przy ścianie.

- Chyba nie chcesz się zgłosić?- głos Sivy odwrócił moją uwagę od innych.

- Zaraz nas zapiszę.- oznajmiłam

- To ma być wspólna decyzja.- przypomniał mi.- Wiesz co to znaczy?

- Oczywiście.- warknęłam.- Dlatego idę nas zgłosić.

- Powinniśmy to obgadać.- wnerwiony brunet pojawił się przede mną.

- Idę nas zgłosić.- powtórzyłam po raz kolejny.

            Siva westchnął głośno i prostym ruchem przerzucił mnie sobie przez ramię.

- Ej!- wrzasnęłam.- Odstaw mnie!- zaczęłam okładać jego plecy pięściami, ale on ruszył przed siebie, nic sobie nie robiąc z moich protestów.

- Zamkniesz się w końcu?!- ryknął na mnie po piętnastu minutach. Wściekła zmrużyłam oczy. Na mnie się nie krzyczy, bo zawsze odpowiadam tym samym.

- Nie wrzeszcz na mnie!- krzyknęłam.

- To bądź cicho!- rozkazał jeszcze głośniej.

- To mnie odstaw!- zażądałam, kiedy wchodził do mojego pokoju. Wściekły rzucił mnie na łóżko z taką siłą, że kilka razy podskoczyłam na materacu. Kiedy przestałam się odbijać, on już leżał na biurku w formie miecza

- Menda.- warknęłam pod nosem i położyłam się plecami do niego. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.  

piątek, 18 kwietnia 2014

Ao no Exorcist: Prolog

Witam wszystkich!
Shija: Wreszcie zagoniłam ją do roboty! I od teraz opowiadania będą wstawiane codziennie!
Co?! Mowy nie ma! Jeszcze nie wszystkie są gotowe!
Shija: A co zamierzasz robić przez święta?
Jak to co? 20h spać, a 4 odpoczywać. I jeszcze raz na jakiś czas pisać.
Shija: Ja mam dla ciebie inny plan. Będziesz 4h spać, 19h pisać, a 1 odpoczywać. Jakieś zastrzeżenia? * mroczny uśmiech*
O moim planie na święta pogadamy później. Rozdział z dedykacją dla moich motywatorów. Wiecie, że o was mówię.





 
Prolog

            Fioletowowłosa dziewczyna zatrzymała się w progu pokoju akademickiego i krytycznym wzrokiem ogarnęła pomieszczenie. Stojący za nią Mephisto, wystawił głowę zza góry toreb.

-Przepraszam, Rei, ale jeśli będziesz tak dłużej stała, to ręce mi zaraz odpadną. Twój bagaż sporo waży.- jęknął.

- Gomenasai.- Rei uśmiechnęła się przepraszająco, przymykając swoje czerwone oczy.

            Usiadła na łóżku, a mężczyzna postawił jej bagaże na podłodze. Odetchnął głęboko, masując obolałe plecy. „ Co ona tam napakowała?”-pomyślał. „ Kamienie?”

-Czuj się jak u siebie w domu. Zostawiam cię teraz samą.- powiedział, wychodząc.- Zajęcia zaczynają się o czwartej po południu. Nie spóźnij się.- dodał na odchodne.

            Opuścił sypialnie, a nastolatka zdjęła bransoletkę, która momentalnie przekształciła się w miecz obosieczny.

-Czekaj na nasz pojedynek, synu szatana. Już nie długo pokaże ci, jak walczy Krwawy Rycerz.- szepnęła, patrząc w ostrze.  




To tyle na dzisiaj.
Shija: Komentujcie!

sobota, 22 marca 2014

Fairy Tail: Cztery lata: Prolog

Hejka! Dziś wstawie opowiadanie o anime Fairy Tail.
Shija: Główną bohaterką jest wymyślona przez nią Nemu, siostra jednego z bohaterów kanonicznych, Natsu.
To chyba tyle...
Shija: Jeszcze dedykacja.
Dzisiejszy rozdział dla Weroniki. Wszystkiego najlepszego.




Prolog

                Stała na szczycie wzgórza, wpatrując się w majaczące w oddali miasto. Ile lat minęło odkąd ostatni raz widziała swoich nakama? Chyba cztery… Tak… Dokładnie cztery lata odkąd pokonali Raven Tail. Od śmierci mistrza i wojny gildii, po której uciekła. Mocniejszy podmuch wiatru zrzucił jej kaptur i rozwiał sięgające brody, różowe włosy.

            Nie była pewna czy dobrze robi. Przez cztery lata podróżowała po Fiore, żyjąc jako wolny mag. Ukrywała znak na ramieniu, aby nikt nie wiedział kim jest. Unikała kontaktu ze znajomymi gildiami. Przez tyle czasu się udawało, ale w Crocus straciła ostrożność i wpadła. Taa… Posłuchała rad  Stinga i wróciła.
            Z głośnym westchnieniem ruszyła do miasta. Czas wracać do Fairy Tail.




Trochę krótkie to wyszło.
Shija: Krótkie i kiepskie.
Racja. Sorka, Werka.

poniedziałek, 17 marca 2014

Anioły: Część 2

Oto i kolejne opowiadanie. Mam nadzieje, że się spodoba.
Shija: My mamy!
Mordka.






Część 2


            Szli przez miasto, rozmawiając. Właściwie to Dante mówił. Alex jedynie ,raz na jakiś czas, kazała mu się przymknąć, ale ją ignorował. Kilka minut później dotarli do baru.

- I gdzie on jest?- chłopak rozejrzał się dookoła.

-Zaraz.- dziewczyna przymknęła oczy i nawiązała telepatyczne połączenie z Axelem.

„Co tam, młoda?” usłyszała niemal od razu.

„ Nie zadawaj głupich pytań! Gdzie jesteś?”

„ Jak to „gdzie”? U siebie.” Zaśmiał się wesoło.

„ Przecież się z nami umawiałeś!” wrzasnęła, marszcząc brwi.

„ Serio? O kurczę! Już lecę.” pożegnał się, zrywając łączność.

            Odetchnęła głęboko kilka razy, zaciskając pięści. Niech tylko dotrze… Ona go naprawdę zabije. To już któryś raz z kolei.

            Poczuła jak ktoś łapie ją za ramiona i delikatnie potrząsa. Uniosła powieki spoglądając na twarz Dante tuż przed sobą.

- Już myślałem że odpłynęłaś.- uśmiechnął się i cmoknął ją w czoło.

            Zaskoczona, cofnęła się o kilka kroków, wpadając na mężczyznę, który pojawił się z nikąd.

- Cześć młodzieży.- przywitał się wesoło. Zaraz jednak skulił się pod wpływem silnego ciosu w głowę.- A to za co?

            Alex spojrzała na niego dumnie. Miał krótko ostrzyżone, blond włosy i zielone tęczówki. Bladą skórę znaczyły gdzieniegdzie zmarszczki. Ubrany był w zwykłe jasne spodnie, siwą koszulę i czarne buty.

            Wesoło wpatrywał się w nastolatków. Serio, wielbił tą dwójkę, chociaż wkurzona dziewczyna bywała straszna. Zwłaszcza kiedy złościła się na niego. Pomasował guza na głowie, wpatrując się w nią z wyrzutem.

- Gdzie kolejne zlecenie?- Dante oparł się o ścianę, pilnując jednocześnie przyjaciółki, żeby nie zrobiła nic głupiego.

- Jedziecie do Los Angeles.- oznajmił, wyciągając znikąd bilety na samolot i klucze do ich mieszkania.- Na razie.- wręczył wszystko Alex, odwracając się i odchodząc.- A właśnie.- zatrzymał się i uśmiechnął.- Zapisałem was do tamtejszej szkoły. Wszystkie informacje znajdziecie w mieszkaniu.- poinformował ich i szybkim krokiem oddalił się.

- Tchórz.- mruknął chłopak, wpatrując się w zszokowaną towarzyszkę. „ Trzy, dwa, jeden” odliczył w myślach.

            Anielica zacisnęła pięści i nabrała powietrza w płuca.

-AXEL!!!- wrzasnęła na całe gardło.
~ Komentujcie.~

Powidomienie

Drodzy czytelnicy. Pragnę ogłosić, iż...
Shija: Skończ z tą oficjalnością. *znudzona do granic możliwości*
Cichaj. Nieładnie wcinać się komuś w zdanie.
Shija: Strasznie przynudzasz.* ziewa.* Zmieniłyśmy koncepcję bloga od teraz będą tu wstawiane jej różne opowiadania. To tyle.
Ja miałam to powiedzieć. No nic. Na razie!

wtorek, 4 marca 2014

Wiadomość

Cześć, to znowu ja. chciałam oznajmić, że ostatnio brakuje mi weny na to opowiadanie i właśnie dlatego zawieszam smoczych strażników do odwołania. Zastanawiam się czy nie zacząć póki co pisać tu innych moich opowiadań. Może mi coś doradzicie.
To na razie tyle. Odezwę się niedługo. Może.

środa, 12 lutego 2014

Lustro: Rozdział 2

Dziękuje wam za te 1011 odwiedzin. Byłam w całkowitym szoku. Oto statystyka.
Polska
917
Stany Zjednoczone
46
Niemcy
40
Serbia
2
Francja
1
Indonezja

1
Rosja
 
 
 
 
Oto bonus. Czyli kontynuacja tego pierwszego. I dedyk dla Oli. Dziękuje za wszystko.
 
 
 

Rozdział 2

            Siedziałam na fotelu, obserwując nieprzytomnego Rena, leżącego na kanapie. Jakim cudem go tu przytargałam? Bóg raczy wiedzieć. Kurka. Waży prawie półtora raza tyle co ja. Chociaż jakby nie patrzeć, jestem wyjątkowo lekka. 50 kilo w wieku 16 lat. To nie jest normalne.
             Z tych jakże filozoficznych wynurzeń na temat własnej osoby wyrwał mnie głośny jęk. Spojrzałam tam i odkryłam że ten pacan w końcu się obudził.
- Co się stało?- spytał, trudem skupiając na mnie wzrok.
- Przyłożyłam ci. Trzeba przyznać że twardą masz tą łepetynę.- odparłam.- Jakim cudem wyszedłeś z lustra?
- Pojęcia nie mam. Może, gdy je zbiłaś, złamałaś pieczęć.- mruknął, drapiąc się po głowie.
- Za dziwne to dla mnie poskarżyłam się, jednocześnie szukając w kieszeniach dzwoniącej komórki.- Halo?
- Hej, Ame!- rozległo się w słuchawce.- Tu Jane. Masz chwile?
- Pewnie. Stało się coś?- spytałam.
- To nie jest sprawa na telefon.- w głosie mojej kumpeli pobrzmiewał słabo skrywany smutek.- Możemy spotkać się w „ Victory” za 15 minut?- zaproponowała.
- Jasne. Do zobaczenia.- pożegnałam się i odłożyłam telefon na blat.- Wstawaj.- rzuciłam do Rena.- Zaraz wychodzimy.
- A mogę zostać?- zapytał z nadzieją.
-Mowy nie ma. Idziesz ze mną.- zaśmiałam się, idąc do swojego pokoju. Wygrzebałam z szafy długie jeansy i luźną siwą koszulkę. Ubrałam się i wróciłam do salonu.- Taa… Trzeba skombinować ci jakieś normalne ciuchy.- powiedziałam do chłopaka i pobiegłam do sypialni taty.
            Wpatrywałam się w równo wiszące garnitury. Dzięki Bogu jestem na tyle niska, by bez kłopotu wejść do szafy. W końcu, gdzieś na dnie, znalazłam czarne jeansy i granatową bluzkę na długi rękaw. Dziękowałam niebiosom, że tata zachował ciuchy z czasów, kiedy byłam malutka. Zeszłam do Rena i rzuciłam w niego ciuchami.
- Idź to przymierz.- rozkazałam. Nie zadowolony chwycił ubrania i zniknął w łazience. Swoje kroki skierowałam na przedpokój. Znalazłam stare śniegowce taty i jego kurtkę zimową.
- To też mam założyć?- rozległo się za mną. Wystraszona podskoczyłam do góry. Obejrzałam się i zmarszczyłam brwi.
- Nie strasz mnie więcej.- warknęłam i podałam mu rzeczy oparłam się o kredens i zaczęłam ubierać buty. Co mnie podkusiło, żeby kupić kozaki na obcasach?! Złamię nogę, ot co. Włożyłam jeszcze kurtkę i odgarnęłam brązowe loki z twarzy.
            Po około 15 minutach dotarliśmy na miejsce.
- Hej, Am!- przywitał mnie barman.- Kim jest twój kolega?
- Hejka, Luck!- uniosłam rękę.- To Ren, mój przyjaciel z dzieciństwa.- skłamałam.
            Odkąd zaczęłam uczyć się magii dość często łgałam i, o dziwo, wychodziło mi to perfekcyjnie. Jedyną osobą, która wyczuwała, że nie mówię prawdy była moja matka, ale co poradzić. Zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny
- Jane już przyszła?- spytałam, zdejmując kurtkę.
- Nie wiem. Mam dzisiaj urwanie głowy.- powiedział.
            Rozejrzałam się po kawiarni i westchnęłam. Jak w każdą sobotę pary i rodziny, chcące spędzić razem czas, okupowali większość stolików. Wolne zostały co najwyżej dwa, w kącie przy kominku i przy oknie.
            Znów stwierdziłam, że Luck ma świetny gust. Sam urządzał kawiarnie i wyszła mu wręcz fenomenalnie. Dwie ściany pokrywała drewniana boazeria i delikatne, zielone pnącza. Na każdym stoliku stała świeczka o pysznym zapachu czekolady. Lada zastawiona była ciastami i ciasteczkami. Na półkach stały filiżanki, wysokie szklanki i talerzyki. Pozostałą ścianę z wejściem z jednej strony zajmowało okno. Po  drugiej widniała namalowana postać kobiety, trzymającej w wyciągniętych dłoniach wieniec laurowy. Była to stosunkowo nowa ozdoba. Nie chwaląc się, to ja byłam autorką. I byłam z siebie dumna.
- Masz babeczki jagodowe?- spytałam z nadzieją.
- Pewnie masz na nie chętkę, co?- zaśmiał się.- Są na zapleczu.
            Już po kilku minutach przede mną wylądował talerz z kilkoma jagodowymi babeczkami i szklanka latte machiato.
- Proszę bardzo. Pyszne babeczki i latte machiato na koszt firmy.- puścił mi oczko i odszedł zając się innymi gośćmi.
            Wgryzłam się w słodycz i uśmiechnęłam. Jak ja kocham te pyszności, pieczone według przepisu Alex, dziewczyny Lucka.
- Nie jedz tyle bo przytyjesz.- przed oczami mignęła mi ręka Rena, a na talerzu zabrakło kolejnego ciastka.
            Prychnęłam i spojrzałam na niego wilkiem.
- Nie kradnij.- syknęłam.
            Nagle ktoś zakrył mi oczy.
- Zgadnij kto to.- usłyszałam tuż przy uchu.
- Siemka Jane.- przywitałam się, zdejmując jej dłonie.
- No hej. A to kto?- spojrzała wymownie na chłopaka.
- Ren, przyjaciel z dzieciństwa.- przedstawiłam go.
- Em… Ame… Myślałam, że pogadamy w cztery oczy.- moja przyjaciółka spuściła wzrok.
- O niego się nie martw. Umie dochować tajemnicy.- uspokoiłam ją.
- A… OK… Więc… Bo…- jąkała się.- Moi rodzice się rozwodzą.- wydukała w końcu.
            Dobra, przyznaje. Mało nie spadłam z krzesła. Państwo Jordan byli najbardziej zgranym małżeństwem, jakie znałam. Chociaż co mogę o tym wiedzieć ja… Dziewczyna z rozbitej rodziny. Do tego ucząca się wiedźma.
- Ej. Tylko mi się nie rozklejaj.- zawołałam, kiedy w jej oczach pojawiły się łzy.- Moi rodzice też się rozwiedli i żyję. Lepiej niżby mieli się kłócić.- pocieszyłam ją, uśmiechając się.
- Może masz rację, ale…- i moje uspokajania diabli wzięli. Rozryczała się.
- Wiem, że to boli, ale nie masz co płakać.- wtrącił się Ren.- Jeśli podjęli decyzję, nic z tym nie zrobisz.
- Ej! Nie mówiłam, że masz się nie odzywać!- wrzasnęłam.
             Uniosłam rękę, chcąc rąbnąć go w głowę i wtedy wszystkie szklanki poszybowały w górę i porozbijały się o ściany. Oniemiałam.
- Ups.- wyjąkałam, drapiąc się po głowie.
 
 

1