piątek, 24 stycznia 2014

Smoczy Strażnicy:Rozdział 7

Witamy!!!
Shija: Znów nie dasz mi się przywitać.
Bo to ja jestem autorką i to ja witam naszych czytelników.
Shija: Gadaj se, gadaj. Miałyśmy zareklamować bloga.
A tak. Zapomniałabym. Zapraszamy was na bloga Anielica Zemsty.
Shija: Historia jest świetna, ładnie napisana. Rysunki cudowne, a my...
Czekamy na nowy rozdział. Pisz szybko Ula bo cię pogonię Shiją.
Shija: Ej! Dobra. Nieważne. Zapraszamy do czytania.
Hej, Chwila! A dedykacja?
Shija: Rozdział dla Magdy. Nie masz już co marudzić.




       Obserwował panujący w jaskini zgiełk, oparty o ścianę. Risa, Lila i Astra dyskutowały o różnych, często nieistotnych jego zdaniem, sprawach. Nezumi i Yuu okładali się pięściami, obrzucając coraz to wymyślniejszymi wyzwiskami. Haru i Wiwierna spali, a Kuro wpatrywał się w niego. Wymienił z nim porozumiewawcze spojrzenia i odepchnął się od ściany, kierując do wyjścia.
- Hej Nexus! Gdzie idziesz?- zagadnęła białowłosa, odwracając się od koleżanek.
- Rozejrzę się tylko i wracam.- odparł jej, unosząc, na pożegnanie, rękę.
         Wdrapał się na siodło i wzbił na swoim smoku w powietrze. Lecieli, wypatrując czego kolwiek niepokojącego. Nagle między drzewami błysnęły fioletowe łuski. Wylądował i zsunął się z grzbietu Kuro. Po cichu, dosłownie rozpływając się w cieniu, zbliżył się do tamtego miejsca. Rzeczywiście, na trawie leżała bestia o łuskach w kolorze śliwek. Spojrzał dalej i zdębiał.
         Na zwalonym pniu siedziała znajoma dziewczyna, o długich, ogniście czerwonych włosach i wielkich, złotych oczach. Veronic. Największa przeciwniczka Risy. Jeśli dobrze pamiętał, posługiwała się truciznami.
- Nexusie. Wiem, że tu jesteś.- zaświergotała radośnie.- Nie musisz ukrywać się w cieniach.
         Westchnął i wyłonił się z ciemności.
- Wspaniale cię znowu widzieć.- zaśmiała się, wstając.- Szkoda, że w takich okolicznościach.- przywołała dwa, krótkie sztylety i ruszyła na niego.
          Eragon wspominał mu kiedyś, że bronie Veronic ociekają najniebezpieczniejszym jadem na świecie. Ona była na niego odporna, ale wystarczyło, że go draśnie, aby trucizna rozprzestrzeniła się po ciele. Nie było na nią lekarstwa. Blokował wszystkie ataki, próbując cieniami unieruchomić czerwonowłosą.
- Po co to wszystko? Co chcecie osiągnąć?- warknął, unikając kolejnego ciosu.
- Jak to co?- zachichotała.- Ludzie atakują nas i zabijają od wieków. Teraz nasza kolej.- na jej twarz wpłynął obłąkany uśmiech, a oczy przybrały szaleńczy wyraz.- Stworzymy nowy, lepszy świat. Będziemy rządzić rasą ludzką. Już niedługo król pokłoni się prze nami.
- Zapomniałaś o jednej ważnej rzeczy.- wypomniał jej, uderzając w brzuch.- My sami jesteśmy ludźmi.- w tych czterech słowach dało się wyczuć ogromną ilość chłodu.
- My... Jesteśmy... Lepsi... Od nich!!!- oszalała z wściekłości, zaczęła atakować szybciej i bardziej na oślep. Taka forma ataku w końcu przyniosła efekt. Wbiła mu sztylet w ramię.- Zgnij w piekle, podły kłamco.- wysyczała. Wyciągnęła ostrze, wsiadła na smoka i odleciała.
           Na chwiejnych nogach wrócił do Kuro i powoli wspiął się na siodło. Rana na ramieniu paliła go żywym ogniem. Musi szybko wrócić do reszty. Wzbili się w powietrze i po kilku minutach byli na  miejscu.
           Risa doskoczyła do czarnej bestii i spojrzała w górę. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Nexus był chorobliwie blady i zaciskał szczęki z bólu. Na ramieniu miał krwawiącą ranę.
- Co się stało?- spytała, gdy stanął obok niej.
- Nic.- odpowiedział cicho.
- Nex. Proszę.- spojrzała mu w oczy.
- Spotkałem Veronic. Walczyliśmy.- wyjaśnił krótko.
- To ona cię zraniła?- zapytała z lekkim strachem.- Lila!- krzyknęła, kiedy kiwnął głową.- Siadaj.- zwróciła się do niego.
- Coś się stało?- blondynka szybko dołączyła do pary.
- Veronic.- wymamrotała białowłosa, zaciskając zęby.- Nieh ją tylko dopadnę.
            Opiekunka Haru przyklękła i przyłożyła otoczone bladozłotą aurą dłonie do rany. Po kilkudziesięciu minutach zasmucona pokręciła głową.
- Przykro mi.- oznajmiła przybita.- Na ta truciznę nie ma lekarstwa.
*****
No i koniec rozdziału.
Shija: Długością to on nie powala.
Oj. Cicho. Miało być dramatyczne zakończenie.
Shija: I jest. Prosimy o komentarze. Do następnego.
Pa!  

piątek, 17 stycznia 2014

Smoczy Strażnicy:Rozdział 6

Witamy!
Shija: Ta... Cześć.
Shija coś dzisiaj nie w humorze.
Shija: Jak mam być szczęśliwa, skoro prawie zbiłaś mnie w swoim opowiadaniu.
Raz mi się zdarzyło.
Shija: Raz?! Raz?! Mam blizny, które wskazują inaczej!
Dobra, dobra. Przepraszam. Coś jeszcze?
Shija: Tak.* szeroki uśmiech* Dedykacja dla wszystkich czytających tego bloga.
To był mój tekst.



       Spacerowali już około dwóch godzin, a tematów do rozmów nie brakowało. Nagle Lila zamilkła i zatrzymała się.
- Co jest?- spytał jej towarzysz, ale ta tylko uciszyła go gestem dłoni. Jako Smocza Strażniczka miała bardzo wyczulone zmysły i już z daleka usłyszała szybko zbliżające się kroki. Chwyciła Nezumiego za ramię i zanurkowała w krzaki.
        Chwile potem na polanę wpadła jakaś dziewczyna o jasnej cerze, bladobłękitnych włosach i stalowoszarych oczach. Jej niegdyś biała tunika teraz była cała brudna od zaschniętego błota i gdzieniegdzie krwi. Bose stopy, jak i całe ciało przyozdabiały drobne rany.
        Zaraz za nią z pomiędzy drzew wypadli zmiennokształtni, poprzeobrażani w różne stworzenia. Jeden z nich skoczył na dziewczynę, a ta wyciągnęła przed siebie dłoń. Atakującego odrzuciła fala zimnego wiatru. „Aurora.” pomyślała blondynka.
         Aurorzy byli stworzeniami magicznymi, żyjącymi głównie na górskich szczytach. ludzie często nazywali ich duchami powietrza. Wyróżniali się jasnym kolorem skóry, włosów i oczu.
         Reszta przeciwników rzuciła się na nią, a jasnowłosa wyciągnęła obie dłonie. Potężny podmuch uderzył w napastników, rzucając ich głęboko w las.
         Osunęła się na kolana. Ucieczka i walka wymęczyły ją. Zaraz, jednak zerwała się na nogi, słysząc szelest. Z krzaków wyłonił się kolejny zmiennokształtny w towarzystwie Smoczej Strażniczki.
- Hej, spokojnie.- blondynka wyciągnęła przed siebie dłonie, widząc, że ona się cofnęła.- Chcemy pomóc.- przywołała sztylet, o ostrzu w kolorze świeżej trawy i rzuciła jej pod nogi.
         Znów upadła na kolana. Nie wiedzieć czemu, czuła że może im zaufać. Granatowooka podeszła do niej i wyciągnęła ręce otoczone bladozłota aurą. Czuła jak siły szybko jej wracają. „Magia leczenia." pomyślała.
- Jak masz na imię?- spytała Strażniczka po skończonym leczeniu.
- Astra.
- Piękne imię. Ja jestem Lila, a to Nezumi.- przedstawiła siebie i swojego towazysza.
           Nagle z lasu wyłonił się malutki, biały lisek i wspiął się na kolana Astry.
- Kitsune! Wróciłeś!- zawołała zadowolona Aurora, drapiąc go za uszkiem.
- Aleś ty słodziutki.-  wymruczała Lila, zbliżając się do zwierzaka. Ten jedynie prychnął i ukazał małe, ostre ząbki.- Chyba mnie nie lubi.- stwierdziła, spuszczając głowę.
-Po prostu cię nie zna. Gdybyś przebywała z nim cały dzień, już by się łasił.- wyjaśniła Aurora.
- Naprawdę?- upewniła się.- To chodź z nami do legowiska.- zaproponowała, gdy jej rozmówczyni kiwnęła głową.
- Ej.- wtrącił Nezumi.- To naprawdę dobry pomysł. Przyda się kolejna osoba.- pokiwał z uznaniem.
- Chętnie.- uśmiech na twarzy szarookiej poszerzył się .
             Ruszyli i po kilkudziesięciu minutach dotarli na miejsce. Weszli do legowiska, akurat gdy zdenerwowana Risa uderzyła Yuu w głowę.
- Chyba mówiłam, żebyś się ode mnie odwalił!- wrzasnęła, powtarzając cios.
- Co się stało, Ri-chan?- spytała Lila.
- Ten młotek znów próbuje mnie poderwać.- wyjaśniła, odwracając się do nich.- A to kto?- spytała, widząc nową postać.
- To Astra. Dołączy do nas.- odparł Nezumi.
            Zmarszczyła brwi i zbliżyła się do nich. Poważne, fioletowe oczy wpatrywały się nieustannie w Aurorę. Nagle Strażniczka uśmiechnęła się i uściskała serdecznie, zupełnie skołowaną Astrę.
- Witaj w swoim nowym domu.- zawołała.
            Reszta towarzystwa, z wyjątkiem Nexusa, zaskoczona wpatrywała się w radosną białowłosą.
- Cóż... W końcu to Risa.- stwierdził zmiennokształtny.- Zawsze reaguje inaczej niż byś się spodziewał.
            Pozostali tylko pokiwali głowami.
*******
 Shija: Mówiłam, że o czymś zapomniałaś.
Tak. Tak. Miałaś rację.
Shija: Zazwyczaj ją mam.
Nieważne. Chciałam zapytać was czy dalej pisać tylko narracją trzecioosobową czy używać i pierwszoosobowej. Odpowiedzi piszcie w komentarzach.

piątek, 10 stycznia 2014

Lustro: Rozdział 1

Oto i bonus.
Shija: Wiecie ile ją męczyłam, żeby to w końcu napisała.
To jest pierwszy rozdział opowiadania, które chciałabym wydać jako książkę.
Shija: Znowu nadajesz bez sensu. Musimy posprzątać w pokoju.
Musimy?
Shija: No... Ty będziesz sprzątać, a ja nadzorować cię siedząc na kanapie.
Leniwiec.
Shija: Mówiłaś coś?* wyciąga kosę*
Nic a nic. Dobra my spadamy. Czytajcie.



 
Głośny pisk wyrwał mnie ze snu i zwalił z łóżka.

-AŁA! Kto, do diaska, położył tu te książki?!- spytałam, rozcierając obolałe plecy.

- Sama je tam położyłaś. Już nie pamiętasz?- rozległo się od strony staromodnego lustra, należącego do mojej prapraprababci.

- Zamilcz!- krzyknęłam podchodząc do zwierciadła.- Dziś jest sobota, więc mogłam jeszcze pospać.- dodałam.

- Nie zamierzasz trenować?- to pytanie zadał Ren, który siedzi w tym lusterku już nie wiem ile czasu. Był uczniem poprzedniej właścicielki jego więzienia. Mimo lat tam spędzonych wciąż był w wieku 17 lat. Nie mam pojęcia, jakim cudem.

                Upss! Znów odpłynęłam.

- Oczywiście, że zamierzam.- odparłam z entuzjazmem.- To, co robimy, sensei?

- Umiesz już wyczuć w sobie magię i wprawić ją w ruch, więc dziś telekineza. Wybierz jakiś przedmiot.- nakazał, a ja uśmiechnęłam się i chwyciłam lustro, siadając na łóżku.- Zaraz, moment. Ame, ty Chyba nie zamierzasz użyć tego lustra?- nie odpowiedziałam.- Ameno Katsu, odpowiedz!

- Tak, mam zamiar użyć lustra!- warknęłam.

- Przypominam, że jak zbijesz to szklane więzienie to już stąd nie wyjdę.

- Pamiętam, pamiętam.-chciałam dodać, że nie jestem idiotką, ale przeszkodziło mi burczenie. No tak. Nie jadłam jeszcze śniadania. Hmm… E tam. Jedzenie ważniejsze niż Ren.

                Podniosłam się i cały czas trzymając zwierciadło ruszyłam do kuchni.

- Hej! Czekaj! Dokąd idziemy?!- krzyknął zaskoczony chłopak.

- Do kuchni. Pora na śniadanko.- wyjaśniłam, zbiegając po schodach.

                Rozejrzałam się po salonie, a moją uwagę przykuła kartka leżąca na stoliku do kawy. Podniosłam ją.

„Ameno!

                        Musiałem wyjechać na parę dni. Nie życzę sobie, by pod moją nieobecność przychodzili do ciebie jacyś chłopcy. Jeśli dowiem się, że złamałaś zakaz czeka cię sroga kara. Wracam za tydzień.

Do zobaczenia.

Tata.”

                Westchnęłam. Opiekuńczy tatuś się znalazł. Kiedy jest w domu, ciągle myśli o firmie, a jak wyjeżdża zostawia zawsze taki sam list. Lepiej było, gdy mieszkałam z mamą w jej małym mieszkanku. Jednak po śmierci babci, ojciec przypomniał sobie, że ma córkę i założył mamie sprawę o prawa rodzicielskie, którą wygrał pokazując, że moja rodzicielka nie ma warunków bym u nie mieszkała. Chociaż nie ma tego złego. Gdybym tu nie trafiła, nie poznałabym Rena, czyli niemiałabym, kogo doprowadzać do szału. I co najważniejsze nie wiedziałabym, że jestem wiedźmą. 

                Z rozmyślań wyrwał mnie mój żołądek po raz kolejny domagając się posiłku. Pospiesznie skierowałam się do kuchni i postawiłam lusterko na krańcu stołu.

- Co planujesz ugotować?- zapytał mój towarzysz, kiedy szperałam w szafce w poszukiwaniu patelni.

- Chyba zrobię jajecznicę.- odparłam, wchodząc na krzesło i przeszukując górne szafki.- Znalazłam!- krzyknęłam wesoło, jednak za bardzo się odchyliłam i spadłam podłogę.- Ała!!

- Niezdara.- skwitował Ren, ze złośliwym uśmieszkiem.

- A zamknij się.- mruknęłam, wyciągając jajka z lodówki i kładąc je na blacie. Jedno z nich stoczyło się, spadło na podłogę i, nadal całe, wtoczyło pod stół.- Nosz do licha ciężkiego!- warknęłam i, po chwili namysłu sama zanurkowałam pod mebel.

- Dziewczyno, ty to masz szczęście po prostu. Nie zapomnij nalać oleju na patelnie, bo puścisz nas z dymem.- usłyszałam z góry.

- Morda w kubeł!- wrzasnęłam i podniosłam głowę, zapominając, że nadal jestem pod stołem.- To twoja wina.- jęknęłam masując obolałą czaszkę.

- A niby, z jakiej paki?

- Wkurzasz mnie.- wydostałam się spod mebla i wyprostowałam.

                Chwyciłam za rączkę jednej z szuflad i pociągnęłam. Zero efektu. Znowu się zacięła. Szarpnęłam mocniej. Szuflada odskoczyła, a ja wpadłam na stół.

                Lusterko spadło na ziemie i roztrzaskało w drobny mak. Usłyszałam jeszcze wrzask Rena: „ Ty przeklęta idiotko!”. Spojrzałam załamana na odłamki szkła i wtedy stało się coś dziwnego.

                Błysnęło światło, tak mocne, że musiałam zasłonić oczy. Gdy w końcu przygasło przede mną, w pełnej okazałości stał ten wnerwiający idiota. Nie zastanawiając się chwyciłam patelnie i z całej siły uderzyłam go w głowę.   

Dziękuję!!!!

      Dziękuje wam za tyle wejść na mojego bloga! 510 odwiedzin!
Shija: Byłyśmy w wielkim szoku, widząc to. Ona aż spadła z krzesła.
Naprawdę. Zaraz wstawimy specjalny bonus z podziękowaniami.
Shija: Jesteśmy wdzięczne za to, że czytacie tego bloga.
Dobrze mówi.
Shija: Bierz się za pisanie bonusa, a nie nawijasz. Już! Do roboty!
Tak. Idę. No idę. A oto statystyki:
Polska

453
Stany Zjednoczone

32
Niemcy

21
Serbia

2
Rosja
Chociaż ostatni to chyba pomyłka.
1
 

Smoczy Strażnicy:Rozdział 5

Wróciłyśmy!!!
Shija: Dobrze gada! Przerwa świąteczna skończyła się i zagoniłam ją do pisania.
Ona jest straszna!
Shija: No oczywiście. To ja jestem ta zła.
Groziłaś mi kosą.
Shija: Cicho być! Dedykacja dla Magdy.



               Otworzył ozy i rozejrzał się po grocie. Obok niego słodko spała Lila. Wczorajsze leczenie wykończyło ją. Naprzeciw, pogrążeni we śnie, siedzieli Nexus i Risa. Białowłosa opierała mu głowę na ramieniu, a on obejmował ją w talii. Słodko... Trochę ich tym pomęczy. To znaczy jego. Ona go przeraża. Zło wcielone... Brr... A wygląda tak niewinnie.
              Śpiąca obok blondynka drgnęła, skrzywiła się i niechętnie otworzyła zaspane oczy.
- Dzień dobry.- przywitał się, uśmiechając szeroko.
- Dobry.- odpowiedziała, trąc pięściami powieki.- Która godzina?
- Słońce dopiero wschodzi, więc na pewno wczesna. Reszta jeszcze śpi. Zastanawia mnie tylko czemu go tu trzymamy?- Nezumi spojrzał niechętnie w na chrapiącego przy wejściu Yuu. Fioletowowłosy miał na głowie pokaźnych rozmiarów guza.
-Też jestem ciekawa. Chociaż teraz jest zabawniej- Lila uśmiechnęła się na wspomnienie wczorajszej sytuacji.
- Taa... Nexus naprawdę nieźle mu przyłożył.
- A czegoś się spodziewał? Yuu zaczął podrywać Rise, więc Nex musiał jej bronić.- granatowooka uniosła kąciki ust jeszcze wyżej, spoglądając na ciągle śpiącą parę.
- Nie rozumiem tej ich relacji.- poskarżył się szatyn, drapiąc po głowie.
- To dość skomplikowane. Zanim Risa dołączyła do nas mieszkała w jednej z wiosek. Kiedy ludzie dowiedzieli się o jej mocach, rodzice próbowali ją zabić. Uciekła i trafiła właśnie na mnie i Nexusa. Pomógł jej i zabrał do Eragona. Potem było już tylko lepiej. Nex uczył ją kontrolować moc i latać na smoku. Wiedziałam, że w końcu będą razem.- zakończyła historie i podniosła się. - Może pójdziemy się rozejrzeć?- zaproponowała, a jej policzki przykryły urocze rumieńce.
- Pewnie.- na jego śniadą twarz wpłynął lekki uśmiech. Dołączył do blondynki i opuścili grotę.
                Spacerowali po lesie rozmawiając o wszystkim i o niczym. W końcu rozmowa zeszła na temat ostatniej walki.
- Risa mnie zaskoczyła.- oznajmiła Lila.- Jest naprawdę silna
- Taa... Ten idiota też ma trochę mocy.- dorzucił Nezumi.
- Kiedy patrzyłam na ich walki, czułam się jak słabeusz.-wyznała dziewczyna.
- O czym ty mówisz? Dlaczego?- dociekał szatyn.
- No bo...- zająknęła się.- Ja jestem taka słaba w porównaniu z nimi.
                Jej towarzysza zamurowało. ,, Słaba." ... Co jej strzeliło do głowy?
 -Odbiło ci?!- spytał, łapiąc ją za ramiona.- Jesteś silna. Stworzyłaś tą kopułe do ochrony i utrzymałaś ją przez tak długi czas.
- Ale.... Gdyby nie ochrona ludzi byłabym całkiem nieprzydatna.- upierała się- Nie walczę najlepiej.
- Mam pomysł!- krzyknął nagle.- Będę cię trenować. Co ty na to?
- Ja... Ja... Ja...- Strażniczka nie była w stanie dokończyć zdania.
- Ech. Nie ważne. Zapomnij.- zmieszał się chłopak.
- Ale Nezumi, ja chce z tobą trenować.- wydusiła w końcu.- Po prostu zaskoczyłeś mnie.
- To świetnie. Zaczniemy od jutra.- zarządził, śmiejąc się, głośno.- A teraz chodź.- złapał ją za rękę i pociągnął dalej.

wtorek, 24 grudnia 2013

WEsOłYcH śWiĄt

Uwaga, uwaga! To znów my.
Shija: Znalazłyśmy chwile i postanowiłyśmy złożyć wam prawdziwe życzenia.
Taa... Z powodu wigilii Shija uznała że da mi spokój.
Shija; Nie potrwa to długo.
Pamiętam.
Życzymy wam zdrowych, radosnych i pełnych
miłości świąt, bogatego Mikołaja i wspaniałej zabawy
w sylwestra.
Oto wierszyk:
Renifer Rudolf już grzeje kopyta.
 Mikołaj prezenty w pośpiechu chwyta.
Niech wszystkie smutki wnet pójdą w kąt.
Serdecznie życzymy wesołych świąt! 

piątek, 20 grudnia 2013

Smoczy Strażnicy:Rozdział 4

Cześć wam! To znowu ja. Sorki za brak rozdziału tydzień temu, ale mam re...
Shija: Przestań gadać! Naszych czytelników nie obchodzi twoje bezsensowne paplanie!
Dobra. Kumam. Spokojnie. Shija jest wściekła bo w zeszły weekend byłam u kuzynki i jej nie wzięłam.
Shija: Właśnie! A jak chciałam poszperać w jej notatnikach z opowiadaniami to mnie prąd kopnął.
A ty nie miałaś przypadkiem ostrzyć kosy?
Shija: A tak racja. Musze mięć coś do straszenia cię.* przerażający uśmiech*
Iiip! Ratunkuuu!
Shija: Nie przedłużając.... Czytajta.
####
     Zatrzymała kolejny, wymierzony w nią atak i strumieniem ognia posłała przeciwnika na ścianę. Podparła się na szabli, by nie upaść. Za szybko traciła siły. Wezwanie ognistych ataków prędko ją osłabiło.
- Uważaj!- usłyszała i odwróciła się. Rozpostarty nad nią cień uronił ją przed stratą głowy. Spojrzała w lewo, na Nexusa, uśmiechając się w podziękowaniu. Był osłabiony. Widziała, że kontrola cieni go wykańcza. Dodatkowo przyzwał Władcę Cieni- Kage. Z kilku ran sączyła się krew.
     Spojrzała w drugą stronę. Lila, ochraniana przez Nezumiego, tworzyła korzenną kopułę nad ludnością wioski. Nienawidziła walczyć, więc podjęła się leczenia i obrony ludzi.
- Wy!!! Bezczelne dzieciaki!- ryk Setha przykuł jej uwagę. Mężczyzna, przeobrażony w człekokształtną krokodylopodobną bestie, rzucił się na czerwonookiego. Ten w porę zasłonił się mieczem.
    Widok przysłonił jej czarny wir cieni, ratując ją przed śmiercią. Rozkojarzona, nie zauważyła kolejnego wroga.
- Uważaj choć trochę na siebie.- usłyszała od postaci w czarnej szacie.
- Dobrze Kage.- odparła, na powrót skupiając się na walce.
    Kątem oka zauważył kolejny atak wymierzony w nią i odetchnął z ulgą, widząc że Kage w porę zareagował. Po raz kolejny zatrzymał pazury bestii, unosząc ogromny miecz. Na granicy pola widzenia czaiła się ciemność. Był coraz słabszy. Kopnął Setha w brzuch i odskoczył.
-Cieniste ostrza.- szepnął i przyłożył dłonie do ziemi. Z pod jego palców wystrzeliły czarne półksiężyce i pomknęły w przeciwnika. Na łuskach krokodylołaka pojawiły się pęknięcia, a Nexusowi obraz zawirował przed oczami. Zaklął pod nosem, opierając się na broni. ,,Długo tak nie wytrzymam." pomyślał.
 Ta chwila rozkojarzenia wystarczyła by pazury Setha wbiły się w jego bok. Syknął z bólu, przyciskając ręce do rany. Musiał wykorzystać swoja najsilniejszą moc.
- Cienista otchłań.- warknął, a jego oczy stały się całkowicie czarne.
     Cienie coraz mocniej go porastały i nawet twarde, krokodyle łuski nie były w stanie uchronić go przed ranami. Szarpał się jak mógł, jednak na próżno. ,,Zaraz będzie po mnie." przemknęło mu przez głowę. i wtedy uderzyła w niego kula światła, rozgarniając ciemną plątaninę. Seth upadł na kolana łapczywie łapiąc powietrze. Spojrzał na stojącego nieopodal Eragona i kiwnął głową.
- Wycofujemy się!!!- krzyknęli obaj.
      Lila patrzyła jak ich przeciwnicy odchodzą. Cofnęła zaklęcie, a korzenie zniknęły w ziemi. Szczęśliwa, rzuciła się Nezumiemu na szyję , śmiejąc się w niebogłosy. Wygrali. Mimo iż wiedziała, że to jeszcze nie koniec to nie myślała o tym. Liczyło się tylko to zwycięstwo.
      Tą chwile radości przerwał krzyk Risy. Spojrzała w kierunku przyjaciółki i poczuła ja ziemia ucieka jej spod stóp. Białowłosa podtrzymywała Nexusa, a jego bok był cały poharatany przez szpony. Z ran obficie spływała czerwona ciecz, tworząc pod ich stopami kałuże.
       Kage przez chwile obserwował rannego chłopaka, aż w końcu podszedł do nich. Czuł, że jeśli jeszcze kilka minut zostanie w tym świecie brunet umrze. 
- Lepiej już pójdę.- oznajmił.- Nie chce go całkiem wykończyć.
       Risa podniosła na niego spojrzenie smutnych, fioletowych oczu i kiwnęła głową.
       Jak  tylko Władca Cieni opuścił ich świat na ziemie opadł Kuro, z kurczowo trzymającym się siodła przerażonym Yuu. Smok oparł ogromny łeb na podłożu, obserwując swojego towarzysza ze słabo ukrywanym zmartwieniem.
       Obok niego wylądowały pozostałe dwa smoki. Wiwierna i Haru spoglądali to na czarnego smoka, to na swoich Strażników.
,, Co mu się stało?" zielony smok wlepił w Lilę zaciekawione spojrzenie.
,, Nie mam pojęcia." padła odpowiedź.
-Nie wygląda to za ciekawie...- Nezumi przechylił głowę na bok.
- Co ty nie powiesz?- Risa zmroziła go wzrokiem.
       Zaśmiał się nerwowo, stając trochę za blondynką.
- Możesz coś z tym zrobić?- białowłosa przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę.
- Spróbuje.- granatowooka przyklękła przy Nexusie i wyciągnęła z niewielkiej torby bandaże.- Póki co założę opatrunek. Magią spróbuje w legowisku.- wyjaśniła, widząc zaskoczone spojrzenia reszty. Przyłożyła bandaż do rany i, przy niewielkiej pomocy zmiennokształtnego założyła opatrunek.
        Wsiedli na smoki. Risa kategorycznie odmówiła, by Nexus leciał na Kuro, wiec skończyło się na tym, że czarny smok zabrał tylko Nezumiego i Yuu, a brunet leciał z dziewczyna na Wiwiernie. Po kilku minutach byli w grocie, a Lila od razu zabrała się za leczenie.
- Jesteś lekkomyślny.- oznajmiła Risa, mierząc leżącego chłopaka wzrokiem.
- A to niby czemu?-spytał słabo.
- Powinieneś wycofać się z walki z Sethem.- pouczyła go.
- Miałem uciekać? W życiu.- odparł, próbując usiąść.
- Leż!- krzyknęła, uderzając go pięścią w głowę.
- Hej, hej, zakochańce!- Tylko spokojnie.- zaśmiał się Nezumi, a kłócąca się dwójka zmierzyła go takim wzrokiem, że gdyby spojrzenia mogły zabijać on już leżałby martwy. Wzdrygnął się i cofnął o kilka kroków.
Potknął się o ogon Haru i wylądował na ziemi, rozśmieszając wszystkich.
######
~Edit~
Wiedziałam, że o czymś zapomniałyśmy. 
Shija: Do końca przerwy świątecznej nie pojawi się żaden rozdział. 
Ja, Shija: Obie chcemy życzyć wam wesołych, pełnych radości i miłości świąt; wspaniałego sylwestra i udanego nowego roku.
DO ZOBACZENIA! 
~ Komentujcie!~

czwartek, 5 grudnia 2013

Smoczy Strażnicy: Rozdiał 3

I oto następny rozdział.
Shija: Może, jak ją przycisnę, to wstawi dzisiaj jeszcze jeden.
Mowy nie ma. Jeszcze go nie skończyłam.
Shija: To skończysz. Ja oto zadbam. * uśmiech psychopaty*
O nie! A tak poza tym przerażasz mnie tym uśmiechem.
Shija: Ty- morda w kubeł i do pisania, a nasi czytelnicy do czytania.
Ej! Nie rozkazuj mi.
Shija: * wzrok mordercy*
Dobra już idę.
~ Zapomniałabym. Dedykacja dla Uli i Weroniki W.~

Rozdział 3

      Siedziała na ziemi, obserwując chłopaka naprzeciw niej. Był zwykłym człowiekiem. Czuła to. Zachowując całkowitą ostrożność wstała i podeszła bliżej.
- Kim jesteś?- spytał wyciągając dłoń do niej. Wtedy w oczy rzucił mu się tatuaż smoka okalający ramie dziewczyny. Odskoczył i wyciągnął miecz.- Giń, diabelski pomiocie!- z tym okrzykiem rzucił się na nią.
      W jej dłoni zajaśniała szabla w kolorze ognistej czerwieni. Zablokowała atak i kopnęła go w brzuch, posyłając między drzewa. Wbiła broń w ziemie i złączyła dłonie.
- Jam jest ta co ogniem włada. Odpowiedz na me wezwanie i przekrocz granice swojego świata. Przybywaj Ognisty Ptaku, Feniksie.- wypowiedziała formułkę, jej oczy zabłysły czerwienią Otoczyły ją płomienie, Które z każdym jej słowem przybierały na sile. W końcu ogień otoczył ją całkowicie, a z niego wyłonił się Feniks. Żywioł uspokoił się i opadł.
      Chłopak znów wyłonił się z lasu, jednak po chwili skończył na ziemi przygnieciony przez Feniksa.
- Dobry ptak. Przyduś, ale nie zabij- usłyszał piękny, melodyjny głos.
    Strażniczka pochyliła się nad nim. Dopiero teraz zwrócił uwagę na jej wygląd. Białe jak śnieg włosy sięgały połowy pleców, okalając bladą twarz o delikatnych rysach. Duże, fioletowe oczy wpatrywały się w niego ciekawie. Zgrabne dłonie pewnie trzymały szable.
- Kim jesteś?- spytał znowu.- Aniołem?
- Dopiero byłam diabelskim pomiotem.- zakpiła.- Zdecyduj się!
- Wybacz. Twój tatuaż mnie zdziwił. Jestem Yuu. A twoje imię?
- Risa. To powinno ci wystarczyć. Nic więcej nie powiem- odparła, a po lesie rozniósł się smoczy ryk. Wyprostowała się gwałtownie i spojrzała na chłopaka.- Zostań tu.- rzuciła szybko i pobiegła w kierunku gór.
       Ruszył za nią. Nie wiedział co planuje, ale nie podobało mu się to. Tak jak ona wspiął się po skalnej ścianie i jak tylko stanął przed grotą zamarł.
       Risa stanęła na środku legowiska, zmachana i próbowała coś powiedzieć jednak nie mogła złapać tchu. Nexus  podszedł do niej i objął ją delikatnie. Wpatrywał się w nią z troską.
- Ri? Co jest?- spytał, gdy trochę uspokoiła oddech.
- Strażnicy... Zmiennokształtni... Szykują się do ataku!- wykrzyczała, wyrywając się brunetowi.
- Idziemy!- Nezumi zerwał się na równe nogi.
- Najpierw trzeba opracować plan.- Lila zgasiła jego zapał.
- Nie ma czasu. Wioska... Lila, tam są dzieci!- białowłosa wybiegła z jaskini i wpadła na spotkanego w lesie chłopaka.
- Risiu, powinnaś na siebie uważać.- powiedział, opierając dłonie na jej talii.
- Że jak ją nazwałeś?!- wydarł się Nex, stając naprzeciw niego.- I zabieraj te łapy z mojej Ri!- rozkazał.
- Dosyć nie ma czasu.- przerwała fioletowooka i wspięła się na Wiwierne.- Nex, Kuro jest najwytrzymalszy, więc weź ze sobą Yuu.- dodała, kiedy srebrna smoczyca wystartowała. Za nią ruszyli Lila i Nezumi na grzbiecie Haru.
     Kuro ugiął łapy,  by jego towarzysz mógł wejść na siodło, patrząc nieprzychylnie jednym, złotym okiem na człowieka.
" Musimy brać go ze sobą?"- spytał Strażnika
" Niestety. Ri prosiła."- usłyszał w odpowiedzi." Ale nie myśl, że będziemy lecieć spokojnie"
" Miałem nadzieje, że to usłyszę."
      Wystartowali jak tylko fioletowowłosy wdrapał się na grzbiet.
      Przerażony zaciskał dłonie na siodle. To było straszne.
- Trzymaj się mocno.- usłyszał głos czerwonookiego i , ze strachem, mocniej uchwycił się, w momencie kiedy smok inaczej ustawił skrzydła i obrócił się wokół własnej osi.
       Słysząc krzyk siedzącego za nim, skrzywił się nieznacznie. Jego słuch był czulszy niż ludzki i te wrzaski mu przeszkadzały.
       Kuro złożył skrzydła i zanurkował. Zbliżali się do ziemi z niesamowitą prędkością- W ostatniej chwili znów je wyprostował, ratując się przed uderzeniem w podłoże.
" Lepiej znajdźmy resztę. Ten gamoń zaraz popuści ze strachu."- usłyszał w myślach głos Nexusa.
" Masz rację "- zgodził się z nim i wyrównał wysokość.
        Bez problemu dogonili resztę i już po chwili dojrzeli dym unoszący się z pobliskiej wioski.
~ Komentujcie.~